piątek, 1 lipca 2011

Ile pieniędzy trafia do ZUS, ile do OFE czyli podział składników pensji

Ile pieniędzy trafia do ZUS, ile do OFE czyli podział składników pensji

Autorem artykułu jest analizy OFE multiofe.pl



Jak obliczyć części składowe pensji, na czym polega system emerytalny po reformie w 1999, jakie są koszty pracy.

* Na czym polega system emerytalny po 1999 roku?
system kapitałowy (w odróżnieniu od repartycyjnego) to
-emerytura adekwatna do składek
-wysokość emerytury zależna od wysokości składek i czasu ich ---płacenia oraz efektów finansowych OFE
-dla (prawie) wszystkich te same zasady
-płacimy na swoje imienne konto (koniec z "umową międzypokoleniową")

Otwarte Fundusze Emerytalne nie są, jak ZUS, firmami państwowymi, ale są to fundusze (czyli tzw. masy majątkowe) prowadzone przez specjalne spółki (PTE- Powszechne Towarzystwa Emerytalne), w których zwykle część udziałów mają znane bardziej lub mniej firmy finansowe (ubezpieczeniowe, banki itd). Chcąc zapewnić nam maximum bezpieczeństwa (czyli- w uproszczeniu- żeby nie powtórzyła się historia Grobelnego) PTE sa obwarowane cała masą nakazów i zakazów, priorytetów oraz limitów dotyczących tak rodzaju ich udziałowców, jak sposobu prowadzenia, metod zarządzania składkami itd.

Twoją pensję obliczasz tak:
(pensja brutto - składki pracownika) - podatek = netto
koszty pracy = składki pracodawcy + pensja brutto
Filar III- to Twoja prywatna emerytura, na którą możesz dobrowolnie wpłacać składki do Towarzystw Ubezpieczeń na Życie (TUnŻ), lub IKE w dodolnej formie. Są to firmy zupełnie niezależne od ZUS i państwa, prowadzone przez doświadczonych i uznanych na świecie specjalistów od zarządzania finansami- których zadaniem jest pomnażanie Twoich pieniędzy.

Na I i II filar (ZUS i OFE) składka jest obowiązkowa- nie można jej uniknąć. Twój pracodawca płaci ją (po części z Twojej pensji) do ZUSu, który z kolei 1/5 z tego przesyła do wybranego przez Ciebie OFE.

Będą więc dwie emerytury ... a niektórzy będą mieli nawet 3! Pierwsza- z ZUS; druga- z OFE, trzecia- dla tych, co ubezpieczą się w TUnŻ. Przy czym najczęściej będzie to rozkład rosnący (zupełnie inny niż rozkład składek!)- najniższa emerytura (a najwyższa składka) z ZUS, najwyższa (przy zwykle najniższej składce) z prywatnej firmy.


Zobacz:
* Zestawienie trzech filarów i ich cech
* podział części składowych pensji


zus-koszty

(zgoda na przedruk z zachowaniem odnośników)

---

Dział Analiz multiofe.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Klient kontra Bank

Klient kontra Bank

Autorem artykułu jest Arkadiusz F Pluta



Prawie każdy zetknął się z bankami i jego produktami. Niektórzy są zadowoleni lecz coraz więcej osób narzeka na wysokie koszty i brak etyki w postępowaniu bankowców. Niestety trend się nasilił i ze zwyczjnych klientów banku, powoli stajemy się owcami, które trzeba bezlitośnie strzyc.
Kim jest klient dla banku? Odpowiedź jest bardzo prosta. Jest to osoba, która dobrowolnie oddaje prędzej czy później bankowi swoje dotychczasowe i przyszłe pieniądze;-) Ja nazwałbym takiego klienta - „chodzącą prowizją”. Oczywiście banki muszą zarabiać, tak jak każde inne przedsięwzięcie biznesowe. Także osobiście korzystam z ich usług i nie wyobrażam sobie życia bez banków, a szczególnie tych internetowych. Jednak z moich obserwacji wynika, że żądza zysku przeradza się w zachłanność w najgorszym wydaniu. Menadżerowie tych banków obmyślają coraz bardziej wyrafinowane i pozbawione etyki sposoby zdzierania pieniędzy z klientów. W celu unaocznienia tego stwierdzenia napiszę o własnych doświadczeniach z bankami.

Kilka lat temu brałem kredyt refinansujący zakup nieruchomości. W momencie, gdy podpisałem umowę kredytową, dostałem dosyć korzystne warunki i zostałem zwolniony z opłacania prowizji za prowadzenie rachunku, ponieważ należałem do klubu bardziej uprzywilejowanych klientów. W międzyczasie został zmieniony regulamin i pozbawiono mnie tego darmowego rachunku. Mogłem nie płacić prowizji tylko wtedy, gdy wpływy na rachunek będą przekraczać pewną wysoką kwotę. Notabene nowi klienci ten limit mają o blisko połowę niższy!!! Cóż, ja już zostałem złowiony w sieć. Postanowiłem zatem przekierować wpływy z innego rachunku na ten bank, aby co miesiąc był wymagany obrót. Ku memu zaskoczeniu ostatnio zauważyłem, że uznano mój rachunek tą prowizją. Zainterweniowałem i momentalnie uznano tą reklamację. Pracownik banku poinformował mnie, że system informatyczny pomylił się. Badano moją czujność, być może nie zauważę tego faktu!!! Ja na szczęście mam ten rzadki i nielubiany zwyczaj przeglądania wszystkich rachunków na koniec miesiąca, aby zorientować się, co się stało z moimi pieniędzmi. Bardzo polecam. Zdarza się mi średnio na rok wykryć takich pomyłek około trzech i to z reguły na moją szkodę. Ale to nie koniec „dobrych wieści” z tego renomowanego banku. Zgodnie z podpisaną umową kredytową z tzw. rachunkiem balansującym na moim koncie podstawowym (ROR) powinna być kwota około dwóch tysięcy złotych a dopiero nadwyżki ponad tą kwotę spłacają zaciągnięty kredyt. Oczywiście oprocentowanie tego rachunku ROR było bardzo niskie, ale ostatnio całkowicie je zlikwidowano a ja jeszcze zwiększyłem obrót na tym rachunku! Tym sposobem bank ma darmowe pieniądze i to przy rosnących stopach procentowych. Załóżmy, że średnio jest na takim rachunku ROR około trzech tysięcy złotych a taki duży bank może mieć milion takich rachunków. Kalkulując w prosty sposób można zarobić miliony a nawet setki milionów złotych bez żadnego ryzyka! Jak się zorientowałem taka praktyka likwidowania oprocentowania na rachunkach ROR jest stosowana już w większości bankach.

Podsumowując to doświadczenie, korzyści jeszcze przekraczają koszty korzystania z tego banku, ale nie mam do tego banku żadnego zaufania. Banki często określają się jako instytucje publicznego zaufania, ale im coraz bliżej do instytucji publicznego kieszonkowca. Oczywiście sposobów na pozbawianie klientów pieniędzy jest mnóstwo i na pewno powstaną nowe, doskonalsze metody. Dlatego muszę stwierdzić ze smutną konstatacją, że ten trend się nasila. Gros klientów nawet nie wie, że płaci coraz więcej.

Sam pamiętam jak w początkowych stadiach rozwoju polskiej bankowości, banki walczyły o pozyskanie nowych klientów, aby zaoferować im ROR albo zwykły kredyt. Głównym wabikiem było wysokie realne oprocentowanie rachunku oszczędnościowego lub niskie koszty kredytu. Potem zaczęła się era usług dodanych i nadal trwa: oferowanie kart płatniczych, rachunków maklerskich, polis ubezpieczeniowych, produktów inwestycyjnych (m.in. funduszy inwestycyjnych), usługi doładowania do telefonów komórkowych, itp. Gdy zaczęły spadać stopy procentowe, wysokie realne oprocentowanie stało się zbyt dużym ciężarem dla banków, dlatego je zniwelowano. Aby zwiększać zyski banki zaczęły wymyślać różne jawne lub często ukryte opłaty i prowizje (np. opłata za segregowanie banknotów). Stanowią ono już około jedną czwartą zysków. W międzyczasie wypromowano walutowe kredyty hipoteczne. To działanie znacząco poprawiło zyski z operacji walutowych – następne źródło dochodu banków. Sama różnica na tzw. spread (czyli różnicy między ceną zakupu danej waluty a ceną sprzedaży) wynosiła nawet 4%. Ze świecą w ręku należało szukać banku, który przeliczałby raty kredytowe lub sam kredyt po średnim kursie NBP. Niedawna gorączka zakupów na giełdzie pozwoliła bankom-pośrednikom napędzić nie-wyedukowanych klientów do inwestowania za pomocą funduszy inwestycyjnych. W ten sposób banki pobierały prowizje a ich fundusze kolejne prowizje. Nie będę się wypowiadał szczegółowo o innym ukrytym źródle dochodów. Powiem tylko tyle, że fundusze bankowe mogą w łatwy sposób ustalać cenę zakupu i sprzedaży jednostek funduszów, ale także kształtować wycenę jednostki funduszu! Tylko osoba naiwna może wierzyć w tzw. „chiński mur” i że gra toczy się fair play. Strzyżenie owiec stało się bardzo wydajne. Bessa na giełdzie przyhamowała ten proceder, więc banki, aby przyciągnąć nowych klientów zmuszone zostały nieznacznie do podniesienia oprocentowania lokat oszczędnościowych. Za to koszty kredytów rosną jeszcze szybciej, pomimo obowiązywania ustaw regulujących te kwestie. Od przynajmniej roku trwa nagabywanie klientów przez banki albo prywatne firmy z nimi powiązane na „bezpieczne produkty strukturyzowane”. Ostatnio znany giełdowy bank poinformował, że rosną zyski ze sprzedaży tego typu produktów. W skrócie taki produkt strukturyzowany („struktura”) wygląda na inwestycję zwykłą lokatę lub obligacje z reguły na kilka lat powiązaną z zakupem opcji na wybrany instrument. Struktura gwarantuje nam zwrot włożonego kapitału i często opakowana jest w polisę ze względów podatkowych. Duży zysk jest jedynie możliwy, gdy dana opcja wypali np. opcja na wzrost albo spadek indeksu giełdowego, ceny złota, ceny produktu rolnego lub na cokolwiek innego. Jest to dla mnie czysty zakład bukmacherski, gdzie obstawiam czy dany scenariusz się spełni. W zamian bank przez lata korzysta z naszych pieniędzy, pobierze sutą prowizję z góry i jeśli opcja wypali partycypuje w limitowanych zyskach. To on ustala reguły i nie łudźmy się, w każdej sytuacji korzystne są one dla banku. Sytuacja klienta jest pozornie lepsza niż w funduszu inwestycyjnym, bo klient nie straci kapitału. Jeśli struktura nie wypali, to klient ma kapitał ale „wielkie nic” za oddanie na długi czas swoich pieniędzy bankowi. Spróbujmy tylko zerwać taką lokatę strukturyzowaną a zapłacimy za ten fakt drakońsko.

Jeżeli już ktoś lubi spekulować albo hazard, to proponuję mojego autorstwa strukturę. Gdy mamy wolne 10 000 zł, to za 9500 zł kupujemy obligacje zerokuponowe i po roku mamy z powrotem cały kapitał. Za pozostałe 500 zł obstawiamy w każdy tydzień numerki w Lotto albo idziemy do zakładu bukmacherskiego. W ten sposób też zapłacimy prowizję za zakup obligacji, ale gwarantuję, że jest o niebo niższa a zyski z hazardu mogą być niesamowite. Poza tym gdybyśmy wcześniej potrzebowali kapitału zawsze kontrolujemy sytuację, ponieważ możemy sprzedać obligacje. Życzę przyjemnej zabawy.http://www.aphossa.pl
---

Arkadiusz, Inwestor, www.aphossa.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Czy warto oszczędzać w III filarze?

Czy warto oszczędzać w III filarze?

Autorem artykułu jest Marcin Bielicki



Emerytura to dla wielu odległa perspektywa, jednak właśnie dlatego warto się na nią dobrze przygotować nie odkładając jedynie składek w pierwszych dwóch filarach. Jakie mogą z tego wyniknąć korzyści? O tym przeczytasz w artykule.
Już w przyszłym roku zaczną być wypłacane pierwsze emerytury z nowego systemu wprowadzonego reformą emerytalną w 1999 roku. Wiadomo, że świadczenia wypłacone z II filara (OFE) nie będą wysokie i nie jest to bynajmniej jedynie wina bessy na giełdzie trwającej od lipca zeszłego roku, ale przede wszystkim krótkiego okresu oszczędzania w II filarze. Jednak nawet w przypadku osób, które odkładanie na emeryturę rozpoczęły po 1998 roku, środki odłożone w obu filarach raczej nie pozwolą na zachowanie poziomu życia sprzed emerytury. Dodatkowo w przypadku osób o zarobkach przekraczających 2,5-krotność średniej krajowej spadek tego poziomu może być drastyczny. Co można więc zrobić, aby się przed tym uchronić? O tym poniżej.
Oprócz I i II filara, które są obowiązkowe, reformą emerytalną został wprowadzony III filar, do którego można przystąpić dobrowolnie. Instytucjami III filaru, które zostały zdefiniowane ustawami, są Indywidualne Konta Emerytalne (IKE) i Pracownicze Programy Emerytalne (PPE). Charakteryzują się one tym, że zyski wypracowane przez odkładany w nich kapitał są wolne od podatku pod warunkiem, że oszczędzający wypłaci środki nie wcześniej niż po ukończeniu 60. roku życia lub uzyskaniu uprawnień emerytalnych. Oprócz dobrowolnego charakteru III filar różni się od pozostałych tym, że wpłacone nań środki są już opodatkowane podatkiem PIT, w związku z czym wypłata środków na emeryturze jest już od tego podatku zwolniona, w przeciwieństwie do świadczeń z I i II filara, które są opodatkowane przy wypłacie świadczenia emerytalnego. W zależności od wysokości stawek PIT w trakcie kariery zawodowej i na emeryturze jeden z tych systemów może okazać się bardziej opłacalny. W dalszej części artykułu skupie się na IKE, gdyż PPE opierają się na podobnym mechanizmie, zaś celem artykułu będzie wykazanie różnic w stopach zwrotu miedzy II a III filarem, nie zaś opisanie IKE i PPE.
IKE są prowadzone przez banki, domy maklerskie, fundusze inwestycyjne i zakłady ubezpieczeń. W każdej z tych instytucji oszczędzający ma prawo otworzyć IKE (oczywiście, jeżeli ma je ona w swojej ofercie) podpisując z nią stosowną umowę. Po jej podpisaniu oszczędzający może wpłacać środki na IKE, jednak do wysokości nieprzekraczającej 1,5-krotności średniego miesięcznego wynagrodzenia – w bieżącym roku limit ten wynosi 4055,12 zł. Od przyszłego roku limit ten ma wzrosnąć do 3-krotności średniego miesięcznego wynagrodzenia. Zakres opcji do wyboru przez oszczędzającego jest taki sam, jak w przypadku „normalnych” inwestycji – jedyną różnicą jest to, ze zysk z tych inwestycji wypłacony po spełnieniu warunków przewidzianych w ustawie o IKE jest zwolniony z podatku Belki. Innymi słowy uczestnik IKE lokujący środki w III filarze np. w TFI ma do wyboru takie same fundusze TFI jak inwestor nieotwierajacy rachunku IKE w tym TFI.
Możliwe stopy zwrotu z IKE różnią się w zależności od wybranej formy dodatkowego oszczędzania. Najwięcej można zyskać oczywiście inwestując w akcje bądź poprzez fundusze inwestycyjne, bądź na rachunku maklerskim. Dalej w kolejności są ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe (UFK) oferowane przez towarzystwa ubezpieczeniowe i rachunki oszczędnościowe w bankach. Postaram się teraz przedstawić możliwe zyski, które może przynieść każdy rodzaj IKE i korzyść związaną ze zwolnieniem z podatku Belki przy przyjęciu następujących założeń:
- okres oszczędzania: 35 lat,
- rok rozpoczęcia oszczędzania: 2006 (nie są dostępne kalkulatory z limitem wpłat na IKE w 2007 i 2008 roku),
- stopa indeksacji (prognozowana roczna stopa wzrostu wpłacanej składki w ramach IKE): 3%,
- maksymalne wykorzystywanie limitu wpłat na IKE przy założeniu powyższej stopy indeksacji.

IKE agresywne – nominalna stopa zwrotu: 15%
- kapitał końcowy (wpłacone składki + zysk): 5.307.670 zł
- zysk: 5.094.788 zł
- korzyść podatkowa: 968.010 zł
IKE zrównoważone – nominalna stopa zwrotu: 9%
- kapitał końcowy: 1.173.385 zł
- zysk: 960.503 zł
- korzyść podatkowa: 182.496 zł
IKE bezpieczne – nominalna stopa zwrotu: 5%
- kapitał końcowy: 499.166 zł
- zysk: 286.284 zł
- korzyść podatkowa: 54.394 zł
Źródło: allianz.pl

Jak widać korzyść podatkowa wzrasta wprost proporcjonalnie do stopy zwrotu. W związku ze zwolnieniem od opodatkowania oszczędzanie w IKE jest znacznie bardziej opłacalne, niż np. w funduszach inwestycyjnych, rachunkach oszczędnościowych, czy obligacjach, których stopa zwrotu musiałaby być o ponad 23% wyższa od stopy zwrotu produktów oferowanych przez IKE, aby lokowanie w nich pieniędzy było bardziej opłacalne. O tyle wyższa stopa zwrotu oznacza, że np. jeśli IKE zrównoważone wypracowało stopę zwrotu na poziomie 10%, to analogiczny fundusz zrównoważony TFI musi wypracować co najmniej 12,3% (gdyż taka stopa zwrotu TFI byłaby wyższa o 23% od stopy zwrotu IKE). W długim okresie takie różnice są możliwe, jednak dziś nikt nie jest w stanie określić, jaką stopę zwrotu wypracuje każdy z funduszy inwestycyjnych, a tym samym, w który z nich opłacałoby się zainwestować pieniądze jako substytut IKE. Zresztą i tak większość TFI oferuje swoje fundusze opakowane w formę IKE, tak więc „przeskoczenie” wyniku IKE inwestując w „gołe” fundusze jest bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe dla przeciętnego inwestora.
Dla porównania spójrzmy na dotychczasowe wyniki OFE. Od 1999 roku, czyli od wejścia w życie reformy emerytalnej, wszystkie OFE wypracowały trzycyfrową stopę zwrotu – według danych dostępnych na 19 września od 137,4% (Allianz) do 173,5% (ING). Daje to średnioroczną stopę zwrotu w wys. od 9,5% do 11%. Zakładając tym razem:
- płeć: kobieta,
- okres do emerytury: 35 lat,
- rozpoczęcie oszczędzania w 2008 roku,
- wynagrodzenie w wysokości średniej krajowej, czyli obecnie 3228,95 zł brutto,
- stopę waloryzacji wynagrodzenia: 3%,
- średnioroczną stopę zwrotu z OFE: 10%

uzyskujemy następujący wynik:
- kapitał końcowy: 948 166 zł
- zysk: 787.629 zł
- korzyść podatkowa: 149.650 zł
Źródło: hestia.pl

Natomiast zakładając, że:
- płeć pozostaje bez zmian,
- do OFE odprowadzana jest dokładnie ta sama składka, jak do IKE (aby tak się stało wynagrodzenie musi wynosić początkowo 4020 zł brutto),
- okres oszczędzania w OFE wynosi 35 lat,
- rok rozpoczęcia oszczędzania: 2006 (aby uzyskać porównywalność wyników z symulacjami IKE),
- stopa waloryzacji wynagrodzenia: 3%,
- średnioroczna stopa zwrotu z OFE wynosi 10%

uzyskujemy wynik:
- kapitał końcowy: 1.252.340 zł
- zysk: 1.040.302 zł
- korzyść podatkowa: 197.657 zł
Źródło: hestia.pl

Z przeprowadzonej symulacji wynika, ze IKE są zdecydowanie lepszym sposobem odkładania pieniędzy na emeryturę, niż OFE. Oferują one dużo większe możliwości zbudowania portfela inwestycyjnego dostosowanego do indywidualnych potrzeb inwestora. OFE – z powodu ograniczeń ustawowych – nie są w stanie przynieść takich zysków, jak agresywne strategie inwestowania (na podstawie przepisów prawa OFE mogą inwestować w akcje tylko do 40% środków). Wyniki funduszy emerytalnych plasują je na poziomie funduszy stabilnego wzrostu oferowanych przez TFI, poza tym brak jest sprofilowania portfela emerytalnego w zależności od wieku oszczędzającego. Każdy punkt procentowy różnicy między agresywnym IKE a OFE przy przyjętych założeniach z ostatniego przykładu „kosztuje” przyszłego emeryta ponad 800 tysięcy złotych i koszt ten wzrasta wraz ze zwiększaniem się różnicy w zyskach między IKE i OFE. Należy też pamiętać, że zysk z OFE, podobnie jak z IKE i PPE, jest zwolniony z podatku, jednak wypłata świadczenia jest opodatkowana, o czym już wyżej pisałem. A wszystkie podatkowe aspekty oszczędzania niech pozostaną tematem na inny artykuł.
---

Marcin Bielicki, Dyrektor DM Fio, Makler Papierów Wartościowych http://www.fio.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Agenci OFE - łowcy przyszłych emerytów pod lupą

Agenci OFE - łowcy przyszłych emerytów pod lupą

Autorem artykułu jest Marta Nowostawska



Agent OFE - elegancko ubrany, miły i uśmiechnięty człowiek. Śmiały i komunikatywny — umie w doskonałym świetle przedstawić reprezentowany przez siebie OFE lub usługę ubezpieczeniową. Walcząc jednak o duże pieniądze, zwykle ucieka się do najróżniejszych chwytów. Co zrobić, by nie dać się oszukać i wprowadzić w błąd najlepszym agentom - akwizytorom?
Akwizytor czy Specjalista finansowo – ubezpieczeniowy?

Coraz częściej o sukcesie każdego przedsiębiorstwa decyduje rzetelna i dynamiczna obsługa Klienta. Aby obsługa była sprawna, Firma musi posiadać przemyślaną strategię działania, opartą nie tylko na rzetelnych informacjach, lecz przede wszystkim mieć doskonałych sprzedawców. Rynek usług finansowych - w tym także ubezpieczeniowych - jest sektorem bardzo specyficznym; o ile "sprzedaż obnośna" produktów i wyrobów oraz niektórych usług może być oparta na systemie typowej akwizycji, działania instytucji finansowych opierają się na zatrudnianiu pracowników na stanowiskach doradców, a nawet specjalistów finansowych czy ubezpieczeniowych. Niemniej jednak bez względu na gramatyczne nazwanie danego zawodu, nie ma zasadniczej różnicy w charakterze wykonywanej pracy.

Szacuje się, że akwizytorów, zajmujących się wyłapywaniem jak największej liczby przyszłych emerytów jest w Polsce ok. 140 tys. Ciężko uwierzyć w to, że praca w takim charakterze to dla wszystkich spełnienie marzeń o karierze; dla większości są to bowiem jedynie duże pieniądze. Od wprowadzenia reformy emerytalnej wybór OFE jest dla nas obligatoryjny, dlatego też agenci widzą w tym potencjał w zwiększeniu stanu swojego konta. Dla agenta jeszcze korzystniej wygląda sprawa w przypadku osób zmieniających dotychczasowy OFE na inny. Średnia stawka za przepisanie przyszłego emeryta z to ok. 700-750 zł. Do tego dochodzi dodatkowo pewien procent od wysokości środków, jakie zgromadził na swoim koncie emerytalnym. Przy prowizji rzędu 1,5% - 2% do kieszeni agenta może wpłynąć dodatkowy 1 tys. złotych.

Nieuczciwe praktyki agentów OFE dotyczą kliku dziedzin. Należy podkreślić, że wyrazem wypracowywanych zysków przez poszczególne fundusze jest pozycja w rankingach według stopy zwrotu zainwestowanych składek - najlepiej jeszcze, jeżeli posiadamy wyniki nie tylko z ostatnich kilku miesięcy, lecz ostatnich lat. Inwestycje funduszy emerytalnych mają bowiem charakter długoterminowy – im dłuższy przedział czasowy tym lepszy uzyskuje się obraz rynku.

Oto kilka nieuczciwych argumentacji agentów, próbujących nakłaniać do zmiany funduszu na ten, który reprezentują:

1. „Jest Pan/Pani członkiem jednego z najsłabiej działających funduszy według niezależnego rankingu”
Nieuczciwi agenci często przedstawiają rankingi niezależnych gazet, jednak sprzed kilku miesięcy lub rankingi za krótki okres, gdzie ich fundusz zajmuje dobre miejsce. Faktycznie może się okazać, że rzekomo świetnie prosperujący fundusz, do którego mamy przejść, znajduje się na końcu rankingu wszystkich OFE. Jeśli agent trafi na Klienta bardziej wymagającego oczywiście wyciągnie również i najbardziej aktualne notowania, jednak wykorzystując prawdziwe informacje - wyciągnie błędne wnioski, które będzie próbował przekazać. I tak np. jeżeli fundusz, który reprezentuje będzie posiadał niską wartość jednostki rozrachunkowej, jego argumentacja może wyglądać następująco: „Niska wartość jednostki rozrachunkowej to wysokie zyski w przyszłości”. Akwizytorzy w swej argumentacji stosują do funduszy emerytalnych zasady dotyczące innych produktów lub usług finansowych - np. akcje lepiej kupować tanio. Niestety, niska wartość jednostki rozrachunkowej może po zmianie funduszu spadać dalej.

2. „Pana/Pani fundusz nie istnieje!”
Rzeczywiście, może zdarzyć się sytuacja, że w przedstawionym - nawet najnowszym rankingu, OFE do którego zapisywaliśmy się kilka lat temu, dziś nie występuje. Brak niektórych funduszy w zestawieniu wynika jedynie z tego, że OFE mogły zmienić swoje nazwy. Nasze oszczędności gromadzone w ramach II filaru znajdują się w takim samym stanie, jak przed zmianą nazwy funduszu.

3. „Pana/Pani OFE stoi na skraju bankructwa”
Powyższe stwierdzenie należy zdementować zaczynając od podstawowej zasady - fundusze emerytalne nie mogą zbankrutować. Zlikwidowane może być jedynie towarzystwo emerytalne, które zarządza naszym OFE. Jednak nawet w takiej sytuacji nic nie grozi naszym oszczędnościom. Pieniądze zgromadzone na koncie w funduszu przechodzą po prostu do innego towarzystwa, a nad bezpieczeństwem całego procesu czuwa Komisja Nadzoru Finansowego.

4. „Pana/Pani Fundusz już od przyszłego miesiąca przestanie istnieć”
Jest to jedno z najbardziej mylnych informacji, jakie agenci przedstawiają swoim potencjalnym Klientom, nie wyjaśniając równocześnie, że tak naprawdę chodzi o fuzje (połączenia) funduszy. W takiej sytuacji szczególnie uczulamy na rozwagę, ponieważ łączenie się OFE nie wpływa na wysokość emerytalnych oszczędności, które po prostu przechodzą do nowego funduszu.

5. „Dzwonię do Pana/Pani, ponieważ prowadzimy akcję informacyjną dla członków otwartych funduszy emerytalnych i ZUS”
Zgodnie z prawem akcje informacyjne mogą prowadzić jedynie urzędnicy państwowi lub pracownicy Komisji Nadzoru Finansowego. Czy nie zdarzyło się nam odebrać kiedyś telefonu z informacją od agenta, że prowadzona jest akcja informacyjna o kontrolowaniu przekazywanych przez ZUS składek do OFE? Tak naprawdę chodziło o wzbudzenie naszego zainteresowania poruszaną kwestią, w celu uzyskania informacji o naszym OFE, a docelowo przekonanie nas do jego zmiany. Bardzo często takie akcje informacyjne to jedynie akcje reklamowe. Agenci nie powinni także sprawdzać naszych dokumentów poprzedniego OFE w celu jakiejkolwiek weryfikacji, czy poprawności. Możemy (lecz nie musimy) je przedstawić dopiero wówczas, gdy podejmiemy już decyzje o zmianie OFE.

Pamiętajmy także o tym, że Akwizytorzy nie mogą proponować pieniędzy (np. części prowizji, jaką otrzymają po skutecznym przepisaniu dotychczasowego naszego OFE) oraz prezentów w zamian za przystąpienie do reprezentowanego przez nich funduszu. Jeśli to robią, łamią prawo.

Niektóre towarzystwa emerytalne przyznają, że straciły już kontrolę nad swoimi agentami, którzy żądają nie tylko większych prowizji za zdobycie Klienta, lecz także jeśli jej nie dostaną, potrafią odejść do konkurencyjnego funduszu, zabierając nawet kilkuset członków. Zarabiają przy tym drugi raz.

Oszczędności na akwizytorach mogą zostać zwiększone poprzez uruchomienie internetowych zgłoszeń do OFE. Nie łudźmy się jednak – nigdy elektroniczne zgłoszenia nie zastąpią akwizycyjnej pracy agentów OFE.


Wysokie prowizje oraz koszty zarządzania OFE

Mimo wysokich prowizji dla agentów, fundusze emerytalne ani myślą obniżyć wysokie opłaty, które co miesiąc pobierają od swoich Klientów. Wyższe opłaty i prowizje pobierane przez OFE oznaczają niższą emeryturę. Dziś fundusze od każdej naszej składki potrącają sobie (poza jednym) 7% - to maksymalna prowizja wyznaczona przez polskiego Ustawodawcę. Oznacza to, że jeśli wysokość naszej składki do OFE wynosi np. 100 zł, to w rzeczywistości po odjęciu opłat inwestujemy 93 zł. Ale to nie koniec - potem jeszcze co miesiąc OFE pobierają opłatę za zarządzanie. Jej wysokość jest uzależniona od wysokości aktywów OFE. Do tego dochodzą jeszcze kiepskie wyniki OFE w ostatnim roku. Szerzej na ten temat na stronach portalu: www.maly-zus.pl.


Początkowo nieukształtowane jeszcze zdanie opinii publicznej przyjmowało sprzedawców bezpośrednich bardzo dobrze. Jednak podejście społeczeństwa w ciągu ostatnich lat wyraźnie uległo zmianie. Obecnie panuje w Polsce negatywny stereotyp akwizytorów. Dlatego bądźmy czujni i rozwagą prowadźmy rozmowy z agentami OFE.


Zgoda na publikację bez zmiany linków.


---

Marta Nowostawska - portal www.maly-zus.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Kryzys finansowy, a nasze bezpieczeństwo

Kryzys finansowy, a nasze bezpieczeństwo

Autorem artykułu jest Zdzisław Salwa



Fala kryzysu finansowego zatacza coraz szersze kręgi i może również dotknąć rynku polskiego. Od wczoraj mój telefon jest gorący od rozmów, a bateria musi być trzy razy dziennie doładowana. Klienci (najczęściej bankowi, ci z lokatami) dzwonią do mnie i pytają, czy moim zdaniem może się przytrafić nam to, co wieszczą media?

Fala kryzysu finansowego zatacza coraz szersze kręgi i może również dotknąć rynku polskiego. Od wczoraj mój telefon jest gorący od rozmów, a bateria musi być trzy razy dziennie doładowana. Klienci (najczęściej bankowi, ci z lokatami) dzwonią do mnie i pytają, czy moim zdaniem może się przytrafić nam to, co wieszczą media?

Czy jest aż tak źle..? Niestety, media z dużą nieodpowiedzialnością podgrzewają klimat wokół problemów rynku finansowego, traktując go jako dobry news. Jest nośny, wszyscy się boją, wszyscy o nim mówią. Powtórzmy pytanie: Czy jest aż tak źle?

Polski system bankowy zgodnie z wypowiedziami fachowców i władz m.in. NBP I KNF jest jak najbardziej bezpieczny. Do tej pory krytykowany nadzór w postaci Komisji Nadzoru Finansowego uważany za jeden z najbardziej restrykcyjnych, dzisiaj jest oceniany jako daleko przewidujący, a jego działania przyniosły takie efekty, że portfele kredytowe polskich banków maja bardzo dobrą jakość i nie posiadają tak ryzykownych kredytów jak amerykańskie czy też niektóre europejskie banki. Poza tym zasoby polskich banków są na tyle duże , ze pokrywają z nawiązką wszelkie ryzyka. Wszystkie parametry i wskaźniki bankowe są bardzo wyśrubowane poprzez regulacje KNF, co powoduje , że ryzyko systemu jest minimalne.



Poza tym Polskie banki są odrębnymi spółkami , działającymi wg polskiego prawa bankowego i regulowane przez polskie prawo. W tej sytuacji problemy zagranicznych właścicieli polskich banków nie przenoszą się bezpośrednio na polskie podmioty bankowe. Wszelkie transfery pieniężne za granicę mogą odbywać się tylko na zasadzie dywidend i to pod ścisłym nadzorem KNF.



Straszenie części mediów uważam za przesadne, powodujące niepotrzebne nakręcanie spirali strachu. A że temat jest bardzo medialny, to nakręca mediom oglądalność i nakłady.



Odpowiedzmy jednak na pytania tych, którzy do mnie dzwonili i tych, którzy nie zadzwonili. Pytania postawione były jasno: „Co by się stało z ich pieniędzmi, gdyby zdarzył się jak najczarniejszy scenariusz."



W Polsce większość banków jest powiązana kapitałowo z bankami zagranicznymi. Występuje tu kapitał brytyjski, hiszpański, grecki, holenderski a także amerykański. To stawia pod znakiem zapytania sytuację polskiego banku powiązanego kapitałowo z zagranicą, w której upada bank-matka. W czarnym scenariuszu może się zdarzyć tak, że taki bank na polskim rynku zostanie postawiony w stan bankructwa. Wtedy może przejąć go inny polski bank. Ale nie musi… Co jednak kiedy nikt nie zechce przejąć upadającego banku? Wtedy do działania wkroczy syndyk…



Co z naszymi lokatami..?



Syndyk, zgodnie z jego zakresem działania, najpierw musi zaspokoić wierzycieli banku. Lokaty, depozyty, konta oszczędnościowe czy zwykłe ROR-y zostałyby przekazane do wypłat poprzez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Ten jednak ma ograniczone pole działania. Stuprocentowa gwarancja zwrotu pieniędzy dotyczy depozytu do granicy 1.000 € (około 3.400 zł). Jeśli ktoś miał na lokacie czy rachunku więcej, ma problem. Otóż powyżej tej kwoty a do 22.500 € (około 75.000 zł) BFG wypłaci 90% zdeponowanych przez nas pieniędzy.



I ważna uwaga! Powyższe dotyczy tylko banków, które należą do polskiego systemu Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. W Polsce działają banki nie należące do tego systemu. Wprawdzie mają te banki własne (w krajach ich pochodzenia) systemy gwarancyjne, ale problemy logistyczne, czy językowe nie ułatwią odzyskania pieniędzy. Sprawdźcie w swoich bankach, czy te banki działają na gwarancji BFG.



Kredyty – trzeba spłacać dalej..?



Oczywiście, tak. Trzeba spłacać. Ale komu, skoro bank ogłosi upadłość? Otóż prawdopodobnie bankowi, który przejmie całe aktywa i pasywa upadającego banku. Zmieni się tylko numer konta i nazwa banku, do którego będziesz spłacał swój kredyt. Upadający bank musi dotrzymać zapisów umowy kredytowej jaką z Tobą podpisał i nie może w żaden sposób zażądać natychmiastowej spłaty reszty kredytu. Może też zaistnieć taka sytuacja, jak powyżej, iż bank upadnie a jego majątkiem zajmie się syndyk. Wtedy będziemy spłacać kredyt na rzecz syndyka upadłego banku, a ten z naszych pieniędzy będzie zaspokajał wierzytelności upadłego banku (np. przekaże część spłacanych kredytów do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, aby ten mógł wypłacać pieniądze z lokat czy ROR-ów).



Co z naszymi inwestycjami?



Jeśli inwestowałeś w fundusze inwestycyjne (a tak inwestuje większość Polaków), to możesz być dużo spokojniejszy. Fundusze działające na polskim prawie i notyfikowane w Polsce są chronione przed upadłością na kilka sposobów. Przede wszystkim pieniądze powierzane przez klientów do funduszu są oddzielone od majątku Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych. To są dwa różne podmioty. TFI może upaść. W Polsce jeszcze się nie wydarzyła taka sytuacja, ale gdyby czarny scenariusz zaczął się realizować i któreś z TFI by zbankrutowało (a co za tym idzie – zostało by poddane procesowi upadłościowemu), to aktywa funduszu (tu również Twoje pieniądze) zostałyby powierzone innemu TFI lub też pieniądze wróciły by do klientów.



To czarny scenariusz w funduszach, który w praktyce jest mało prawdopodobny, gdyż fundusze rozkładają swoje aktywa na różne klasy. W najtrudniejszej sytuacji mogą być te fundusze, które ulokowały część swoich środków w akcjach lub obligacjach wyemitowanych przez upadające banki lub upadające instytucje finansowe. Jednak problem wtedy nie polega na całkowitej utracie kapitału, ale na sporej utracie wartości jednostki danego funduszu. A to już zupełnie inna sprawa. Można przecież zawsze przeczekać najgorszy okres…



Niektórzy z nas inwestują w fundusze ubezpieczeniowe, co wtedy?



Pamiętajmy jedno. Jeśli inwestujemy np. w TFI Skarbiec, ale poprzez polisę kapitałową, nie obejmują nas gwarancje wynikające z działania funduszy inwestycyjnych, lecz gwarancje Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. To zupełnie inna historia i działają tutaj inne prawa niż poprzez inwestowanie bezpośrednie w funduszach inwestycyjnych. A zatem jakie mamy gwarancje..?



W tym czarnym scenariuszu, gdyby któreś z towarzystw ubezpieczeniowych zbankrutowało, jego klienci (ubezpieczeni) zostaną objęci gwarancją UFG. Ta gwarancja jest bardzo zróżnicowana i zależy jakiego produktu ma dotyczyć. My skupimy się na polisach na życie z funduszem kapitałowym, bo te produkty na rynku traktowane są jako produkty inwestycyjne. Otóż UFG z takiej życiowej polisy (a naszej inwestycji) wypłaci tylko 50% należnej kwoty, ale nie więcej jak 30.000 € (około 102.000 zł).



Jednak do czarnego scenariusza w towarzystwach ubezpieczeniowych jest daleko. Po drodze towarzystwa ubezpieczeniowe zabezpieczają siebie i swoich klientów poprzez tzw. reasekurację. To może oznaczać, że w razie kłopotów takiego towarzystwa, do akcji wkracza specjalne do tego celu powołane, towarzystwo reasekuracyjne. Największe z nich to np. Swiss Re czy M?nich Re. Czy jednak istnieje zagrożenie upadłością któregoś z polskich lub działających w Polsce towarzystw, które mają w swojej ofercie polisy inwestycyjne? Nie. Wyniki finansowe wielu z nich są wręcz doskonałe.



Co robić? Bać się kryzysu?



Najlepszym rozwiązaniem, które promujemy od dawna, nim jeszcze nadeszły jakiekolwiek sygnały kryzysu, jest zdywersyfikowanie ryzyka. Tak, tak… Wszyscy wiemy, wszyscy słyszeli. Ale mało kto skorzystał i zdecydował to zrobić. Rozumiem strach. Tym bardziej, że wywoływany przez – moim zdaniem – nieodpowiedzialne media. Dlatego tym wszystkim, którzy nie wierzą w powyższe zapewnienia i przestępują z nogi na nogę w obawie przed nieznanym, proponuję dziś, by pomyśleli, które aktywa (bo przecież nie wszystkie się da) przemieścić tak, by przynajmniej w jakimś stopniu uniezależnić się od kryzysu w świecie finansów.



Gdzie znaleźć takie instrumenty? Czy istnieją takie rynki, które nie reagują, albo słabo reagują na obecną sytuację?



Dziś takim wyborem dla dywersyfikacji mogą być obligacje lub fundusze obligacyjne, ale bardzo uważnie dobrane. Obligacje państw, które mogą mieć problemy ze swoim rynkiem finansowym, nie powinny znaleźć się w naszym portfelu.



Inną klasą takich bezpiecznych i nie powiązanych aktywów, może być rynek złota czy diamentów. Te rynki reagują wręcz odwrotnie do tego co dzieje się na światowych giełdach. Oczywiście mowa tu o bezpośrednich inwestycjach w kruszec (a nie tylko indeksy złota) czy diamenty inwestycyjne lub biżuterię inkrustowaną diamentami. O rynku diamentów napiszemy na www.freefinance.pl za tydzień. W grę mogą wchodzić też kolekcje złotych monet, tzw. bulionówek.



Ostrożnie dziś z szukaniem inwestycji w nieruchomościach. Przez ostatnie 12 miesięcy średnia wartość 1m kw. Spadła o około 20%. Oczywiście ruchy cen zależą od regionu. Jednak nie rekomendujemy tego typu inwestycji dziś ze względu na prawdopodobne dalsze spadki cen nieruchomości, spowodowane właśnie kłopotami na rynku kredytów hipotecznych. W najbliższym czasie należy się spodziewać wzrostu cen kredytów hipotecznych, a także zaostrzenia kryteriów zdolności kredytowej. A więc mniej klientów będzie zdolnych do inwestowania w nieruchomości, a co za tym idzie – ich cena musi spaść.

Więc na koniec: Bać się czy nie..? Nie, zdecydowanie nie panikuj. Nie poddawaj się histerii mediów, ale... No właśnie, ale spojrz na chłodno na własny portfel kredytowy i inwestycyjny, idź do swojego doradcy lub poszukaj go i ustalcie czy można Twoje aktywa ułożyc bezpieczniej. Zadbaj o to. To dziś i na przyszłość Twoja najważniejsza rzecz do zrobienia.

Zdzisław Salwa

mail: zdzislaw.salwa@freefinance.pl

---

Więcej dowiesz się na www.freefinance.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl