środa, 19 października 2011

„Zostań moim niewolnikiem”

„Zostań moim niewolnikiem”

Autorem artykułu jest Arkadiusz F Pluta



Jak ważna jest kontrola w interesach, aby nie zostać finansowym niewolnikiem.
Niedawno oglądałem w telewizji reportaż o żywności modyfikowanej genetycznie. Pokazano w nim hinduskich rolników, którzy kupują na kredyt drogie nasiona „ulepszonych roślin” od wielkich koncernów rolnych. Ten materiał siewny był reklamowany jak mercedes w stosunku do tradycyjnych nasion, ponieważ nie imają się go szkodniki. Slogan ten był tylko dobrym chwytem marketingowym. Te cudowne nasiona miały wszczepione geny samo-destrukcji. To powodowało, że wyrosłe z nich rośliny nadawały się tylko do konsumpcji. Natomiast otrzymane z nich nasiona czy też ziarno nie mogło być użyte do zasiewu w następnym roku. W ten sposób rolnik zmuszony jest co roku kupować materiał siewny od koncernów rolnych. To uzależnienie powodowało, że rolnicy często popadali w spiralę zadłużenia (np. w czasie nieurodzaju). Niektórzy muszą sprzedać część posiadanych gruntów, aby spłacić długi lub zakupić nowe nasiona. Te nowe wynalazki są oczywiście opatentowane i generują zyski-mutanty. Celowo pomijam aspekt zdrowotny, to następne pokolenia przekonają się na własnej skórze o wspaniałych właściwościach tych produktów?! Cała ta historia to nie science fiction, ale szara rzeczywistość w niektórych obszarach naszego globu. Sytuacja ta przypomina mi po części działania mafii. Do dzisiaj słyszymy o osobach, które wabione mirażami zarobków pracują na czarno na zachodzie. Na miejscu okazuje się, że oszczędności szybko się kończą. Musimy kupić żywność, opłacać czynsz oraz opłacać różne prowizję za wymarzoną pracę. W końcu okazuje się, że zarobki są niskie i wystarczają tylko na spłatę długu, który w międzyczasie urósł jak na drożdżach. Kto oglądał film „Dług” Krzysztofa Krauzego, ten wie, jak taki scenariusz może się skończyć? Oczywiście te historie są skrajne i wynikają one z biedy, braku wiedzy oraz zwyczajnej żądzy zysku. Mają one jednak pewne elementy wspólne:

· Oddajemy częściową lub całkowitą kontrolę nad sytuacją drugiej osobie, często wchodząc w nowy obszar bez wstępnego rozeznania, ale z dużą dozą ufności;

· Brak przygotowanego wyjścia awaryjnego, gdy coś nie pójdzie zgodnie z planem.


Często ludzie tkwią w takich sytuacjach, bo chcą wyjść z twarzą. Niestety często dalej się pogrążają i cena do zapłaty jest ogromna. Lepszym rozwiązaniem jest wyjście z tej sytuacji w początkowej fazie, gdy straty są jeszcze małe. Wymagana jest jednak odwaga, aby przyznać się przed samym sobą i swoimi bliskimi, że popełniliśmy błąd. W końcu błądzić jest rzeczą ludzką.

Poniżej podam kilka takich przykładów utraty kontroli, gdy dokonujemy różnych transakcji finansowych.

1. Kupując mieszkanie od dewelopera, często nie wiemy, ile będzie ono nas finalnie kosztować? Umowy są przeważnie tak skonstruowane, że płacimy za wymarzone lokum według kosztów wytworzenia (budowy). Te koszty są wiadome dopiero po zakończeniu budowy. Dodatkowo mogą być wmontowane w umowę różne klauzule waloryzacyjne (np. cena podwyższana co kwartał o wskaźnik inflacji). W ostatecznym rozrachunku może się okazać, że do ceny wyjściowej należy dopłacić jeszcze połowę! W tym przypadku deweloper może swobodnie kształtować koszty budowy np. poprzez wynajęcie własnej firmy podwykonawczej do budowy.

2. Kupujemy mniejszościowy udział w danym podmiocie gospodarczym a pozostały właściciel ma pełnię władzy i może podjąć prawie każdą decyzję. Zdarza się często, że wyprowadza co cenniejsze aktywa ze spółki, aby nie dzielić się zyskami ze wspólnikiem mniejszościowym. W sytuacji spółki akcyjnej notowanej na giełdzie, możemy odsprzedać ten gorący ziemniak mniej zorientowanemu nabywcy. W przypadku spółek niepublicznych wyjście z takiej inwestycji jest utrudnione, szczególnie, gdy wspólnicy są skłóceni.

3. Główne zyski naszego biznesu wynikają ze stosowania korzystnej interpretacji podatkowej (nie znana i nie stosowana szeroko przez innych) lub działania w branży głęboko upolitycznionej i zbytnio nie lubianej (np. biopaliwa). Tutaj oddajemy kontrolę nad biznesem fiskusowi i decydentom politycznym. To od ich widzimisię, będzie zależało czy biznes ten będzie nadal istniał i czy nie zostaniemy w przyszłości przestępcami podatkowymi.

4. Oddajemy w zarządzanie pieniądze firmie inwestycyjnej (np. różnej maści fundusze), która obiecuje złote góry. Nie mamy zielonego pojęcia o tego typu inwestycjach i nie mamy żadnego wpływu na decyzje inwestycyjne tej firmy. Czasami nie ma także żadnego centralnego urzędu kontrolującego tego typu firmy. Otrzymujemy tylko od czasu do czasu raport o wynikach naszej inwestycji oraz kartkę na święta. Nie jeden z czytelników powie, że to norma. Oddajemy przecież pieniądze specjalistom od zarabiania?! Tylko kierunek przepływu pieniędzy z reguły jest odwrotny od oczekiwanego!

5. Bierzemy długoterminowe kredyty inwestycyjne o zmiennej stopie procentowej (często walutowe) pod zastaw firmy i majątku osobistego. Dodatkowo musimy jako firma spowiadać się z osiągnięcia określonych parametrów finansowych (minimalny zysk netto i sprzedaż). W przypadku nie osiągnięcia tych parametrów bank może wypowiedzieć umowę. Takie zapisy powodują, że jesteśmy w kieszeni bankiera i decydentów na rynku finansowym. Od tych ostatnich zależy także wysokość stóp procentowych i kursów walutowych. Należy się mocno modlić, aby inwestycja okazała się strzałem w dziesiątkę.


I to by było na tyle przykładów „nowoczesnego niewolnictwa”. Wydaje się, że w interesach wciąż aktualna jest dewiza Lenina: „ufaj, ale kontroluj”.

http://www.aphossa.pl
---

Arkadiusz,Inwestor,www.aphossa.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Cóż to jest PIENIĄDZ LOKALNY?

Cóż to jest PIENIĄDZ LOKALNY?

Autorem artykułu jest Joanna Wiejak



Poprzez bardzo mały nakład inwestycja w pieniądz zastępczy i lokalny jest nie lada gratką, patrząc na unikalność, ciekawostkę, nakład i wzrastające zainteresowanie kolekcjonerów oraz inwestorów.

Czy na pieniądzach lokalnych można zarobić?

Dziś można ulokować z zyskiem pieniądze w monetach obiegowych, kolekcjonerskich oraz banknotach, będących obecnymi środkami płatniczymi. Mało kto wie, że w Polsce możemy płacić też pieniądzem lokalnym, bitym przez naszą Mennicę Polską S.A. Tygodnik internetowy CashFlow&You w najnowszej serii dla inwestorów, zamieścił artykuł, w którym opisuje, w jaki sposób można zarabiać na pieniądzach lokalnych i zastępczych. Publikuje też kolekcje nie dostępne jeszcze w oficjalnych katalogach numizmatycznych.

Poprzez bardzo mały nakład inwestycja w pieniądz zastępczy i lokalny jest nie lada gratką, patrząc na unikalność, ciekawostkę, nakład i wzrastające zainteresowanie kolekcjonerów oraz inwestorów.

Pieniądz lokalny w formie monety-żetonu pojawił się w 2006 roku w Jastarni (75 lat Juraty). Była to moneta-żeton zwana MERK, którą można było płacić w okresie od 1 maja 2006 do 30 września 2006 za towary i usługi. Moneta miała nominał "3 MERK".

Miasto Jastarnia wymieniało MERK-i po 3 złote za jedną sztukę, jednocześnie gwarantując, że przed upływem końca września, można będzie monetę bez problemów z powrotem wymienić na 3 złote. Było to niezłą promocją dla regionu, w którym ów żeton w formie monety się ukazał.

Władze miasta nie spodziewały się, że zwracana ilość merek w celu wymiany na złotówki będzie bardzo znikoma.

Prawie wszyscy, którym monetę udało się nabyć, zachowywali ją na pamiątkę lub w celu inwestycyjnym. Dlaczego? Otóż była naprawdę ciekawostką, do tej pory nie spotykaną od czasów przedwojennych, gdzie np. pojawiły się monety zastępcze dla miasta Gdańska w 1920 roku.

Monety-żetony, jeszcze nie skatalogowane w popularnych katalogach numizmatycznych, wybite dla miast: Mosiny, Rybnika, Powiatu Gdańskiego, Powiatu Krakowskiego w miedzi i srebrze oraz pełna treść artykułu „Cóż to jest pieniądz lokalny?” opublikowane zostały w tygodniku internetowym CashFlow&You nr 50 (20/2008), wydawca: e-ProfitSystem.
Autor artykułu i zdjęć: Artur Mikołajczak.

---

Joanna Wiejak

- Kursy dla Inwestorów - Sposób na zyski i finansową niezależność >>
- Kuźnia Milionerów - Spełnij swoje finansowe marzenia >>


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Kredyt bez BIK i manipulacje

Kredyt bez BIK i manipulacje

Autorem artykułu jest Wojciech Negovvski



Osoby mające w swojej przeszłości kłopoty ze spłatą zobowiązań mają szansę na kredyt czy pożyczkę, jednak często ich wymagania są obiektywnie biorąc bardzo nadmuchane i nie biorą pod uwagę ryzyka pożyczkodawcy jakie się wiąże z ich osobą.
„Czy jest szansa na powrót do normalności dla osoby, która popełniła kilka błędów w młodości i miała z tego tytułu problemy ze spłatą kredytów i jest wpisana do BIK?” - takie pytanie otrzymałem mailem i prawdę mówiąc, przeglądając różne fora internetowe to nie dziwię się zwątpieniu i twierdzeniom „nie ma szans na kredyt bez BIK” itp.

Przed wypowiadaniem podobnych stwierdzeń powinniśmy spojrzeć na to zagadnienie od tej drugiej strony i postawić się w roli pożyczkodawcy. Gdybyśmy mieli pożyczyć komuś pieniądze, to posiadając wiedzę o jego problemach ze spłatą ba! Nawet niespłaconymi poprzednimi kredytami – to jak byśmy postąpili? Dlatego żądania niektórych osób poszukujących na gwałt dowolnego kredytu, którego faktycznie ewentualny pożyczkodawca ma przesłanki aby sądzić, że nie mają zamiaru spłacić ocierają się o paragrafy kodeksu karnego a mianowicie świadome wyłudzenie kredytu. Pożyczająca pieniądze instytucja, chce na kredycie zarobić! Więc, co jest oczywiste pożycza takim osobom, które w jej mniemaniu a konkretnie zdaniem analityków ryzyka kredytowego, spełniają te przesłanki pozwalające z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić iż kredyt zostanie spłacony i przyniesie firmie zysk. Przecież nie można być tak naiwnym i oczekiwać, że taka instytucja będzie rozdawać pieniądze na prawo i na lewo.
Więc jak już napisałem powyżej, firma udzieli finansowania, a w tym przypadku jest to kredyt bez BIK tylko takiej osobie, która zdaniem analityków jest w stanie i spłaci ten kredyt. Jeśli już otrzymaliśmy odmowę, to zastanówmy się czy na miejscu firmy odmawiającej nam kredytu nie postąpilibyśmy tak samo? Firma Wierzyciel SA udziela pożyczek bez weryfikacji bazy BIK aczkolwiek dodatkowym zabezpieczeniem wymaganym przez firmę jest np. poręczenie osoby trzeciej – czy nawet dwoje poręczycieli. Firma wymaga również bezwzględnie dokładnego wypełnienia wszelkich zasad opisanych w warunkach udzielenia pożyczki. Niestety ale zdarzają się sytuacje, gdzie klienci podrabiają zaświadczenia o zatrudnieniu, czy usuwają niewygodne dla siebie informacje o zajęciach komorniczych… lub podwyższają kwotę wynagrodzenia, usiłując uzyskać wyższą kwotę pożyczki niż faktycznie wynikałaby z analizy ich dochodów. Oczywiście jak twierdzi szef operatora pożyczki Wierzyciel SA firmy Webglobal - sposoby, jakimi posługują się ludzie próbujący wyłudzić pożyczkę są różne i w tej grupie osób starających się o kredyt bez BIK odsetek takich osób próbujących różnych nieuczciwych sztuczek jest znacznie większy niż w ogóle kredytobiorców. Niestety wpływa to na szybkość obsługi kredytobiorców, ponieważ nie udaje się bez zwłoki dokładnie zweryfikować wszelkich danych, które są manipulowane przez składających wnioski i weryfikacja dokumentów trwa kilkakrotnie dłużej niż w przypadku osób starających się o normalny kredyt. Osoby uczciwie składające taki wniosek niestety czasami są zniecierpliwione musząc czekać kilka dni na weryfikację wniosku a później akceptację umowy ale to wpływ tych nieuczciwych wnioskujących, którzy doprowadzili do takiego procesu weryfikacyjnego swoimi manipulacjami.

---

Wojciech Negovvski
Wierzyciel SA
globalkredyt


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Teraz albo nigdy...

Teraz albo nigdy...

Autorem artykułu jest Daniel Janik



Czy myślałeś/-aś kiedyś o oszczędzaniu ale na myśleniu o tym zazwyczaj kończyłeś? Twierdziłeś, że nie potrafisz oszczędzać, a poza tym to nie masz na razie z czego - zaczniesz, gdy będziesz więcej zarabiać. Minęło trochę czasu, zarabiasz lepiej, a oszczędności jak nie było, tak nie ma... A wystarczy tak niewiele, pewien nawyk...

Najpierw płać sobie to zasada, która po raz pierwszy została sformułowana bodajże przez George’a Clasona w jego książce pt. „Najbogatszy człowiek w Babilonie ”. Mówią o tym także moi mentorzy: Brian Tracy czy Robert Kiyosaki w wielu swoich pracach.

To, że pracujemy na pieniądze – to raz. Ale możemy także sprawić, by te (niekiedy ciężko zarobione) pieniądze zaczęły także pracować dla nas! Aż do takiego momentu, gdy nasz przychód pasywny będzie wyższy niż nasze wydatki i, jeśli taka będzie nasza wola, będziemy mogli zrezygnować z pracy... Na razie może do dość odległa perspektywa, ale jakże przyjemna!

No właśnie, ale jak tego dokonać?

Parę lat temu głośno było w mediach o listonoszu z USA (ktoś sceptyczny stwierdzi w tym momencie, że takie rzeczy to tylko w Stanach są możliwe...), który przechodząc na emeryturę uzbierał na swoim koncie inwestycyjnym ponad 2.000.000$! Co robił? Odkładał każdego dnia 1$ i na koniec każdego miesiąca wpłacał to na fundusz inwestycyjny. Robił tak cały czas trwania jego pracy zawodowej, czyli około 40 lat.

Niby długo, ale on przecież odkładał naprawdę niewielkie kwoty! Gdyby to odkładał do skarpety (nie będę uwzględniał tutaj inflacji) miałby niecałe 15 000$. Skąd więc ta niebotyczna kwota? Otóż zadziałało tutaj prawo procentu składanego. Albert Einstein stwierdził kiedyś: największym wynalazkiem ludzkości jest procent składany. Jak widzimy na przykładzie listonosza – mógł mieć rację.

Czym jest procent składany? To inaczej procent z procentów lub też zysk z zysków. Inwestując 1000zł na 10% rocznie, po roku będziemy mieli 100zł odsetek, po 2 latach natomiast byłoby to już 110zł, ponieważ zarobione z odsetek 100zł również podlega teraz temu oprocentowaniu. Może to się wydawać nieznaczącą kwotą, ale jeśli regularnie inwestujemy (nawet stosunkowo niewielkie pieniądze) i damy tym pieniądzom odpowiednio długi okres czasu – dojdziemy to naprawdę satysfakcjonujących kwot!

Wracając do tematu, czyli płacenia najpierw sobie...

Otóż, żeby móc inwestować pieniądze, musimy je najpierw mieć... Może i niezbyt odkrywcze, jednak ludzie często o tym zapominają. Niektórzy pracują całe życie i nie mają żadnych oszczędności (inwestycji)...

Dzieje się tak dlatego, ponieważ nie płacili najpierw sobie.

Za każdym razem, gdy zarabiasz jakieś pieniądze, odłóż na samym początku część, którą przeznaczysz na inwestycje. Niech to będzie powiedzmy 10% - to jest dość dobry pułap. Oczywiście im więcej, tym lepiej. Jeśli nie możesz na razie tyle, to odłóż mniej, ale odłóż – chodzi o wyrobienie pewnego nawyku. W miarę, jak będziesz więcej zarabiać (robisz już coś w tym kierunku, prawda?), kwoty będą coraz większe, a i procentowy udział oszczędności w będzie się zwiększał.

Jeśli jednak nie potrafisz odłożyć i zainwestować nawet najmniejszej kwoty (75-100zł) miesięcznie to masz spory problem... Zacznij choćby od najmniejszych kwot, żeby wyrobić w sobie nawyk oszczędzania - z czasem będzie coraz łatwiej i zaczniesz oszczędzać większe kwoty.

Aha, jeszcze jedno. Chodzi tutaj o pieniądze, które mają pracować dla Ciebie, a nie o to, żeby odłożyć 50 000zł i kupić sobie auto (chyba, że to auto będzie na Ciebie zarabiać). Powiedzmy, że uzbierasz za 20 lat 500 000 zł – będziesz mógł żyć za odsetki nie ruszając jednocześnie puli podstawowej. Będziesz miał złote jajka, a kura ciągle będzie cała i będzie znosiła nowe!

PS. Jest wiele możliwości zainwestowania Twojego kapitału, jak choćby fundusze inwestycyjne. Nie musisz się tu znać tak dobrze, jak w przypadku inwestowania na giełdzie, jednak to nie zwalnia Cię od zdobycia przynajmniej podstaw w temacie działalności i ryzyka związanego z funduszami. To są Twoje pieniądze i, jak to powiedział największy inwestor wszech czasów Warren Buffett, musisz pamiętać o dwóch zasadach: „Zasada nr 1: Nigdy nie trać pieniędzy. Zasada nr 2: Zawsze pamiętaj o zasadzie nr 1.” Im więcej wiesz, tym mniej ryzykowne staje się inwestowanie i tym bezpieczniejsze są Twoje pieniądze!



PS. Żeby za 40 lat (dla moich rówieśników, dla innych trochę wcześniej) nie było tak jak w pewnym kawale:

Wyjechał rolnik na jesień kombajnem na pole, rozgląda się chwilę, łapie za głowę i mówi: o cholera, zapomniałem zasiać...

PPS. Ta zasada nie musi wcale odnosić się tylko do oszczędzania pieniędzy w czystym tego słowa znaczeniu. Można ją również wykorzystać do inwestycji w siebie - kupię książkę/odłożę na szkolenie/zapiszę sie na kurs teraz, a nie dopiero "jak mi coś zostanie", bo w 99% przypadków nie zostanie...

---

...ale co to za życie?


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Opłaty w OFE nie takie straszne

Opłaty w OFE nie takie straszne

Autorem artykułu jest Maciej Kossowski



W przypadku OFE przepisy krępują zarządzających, strach przed koniecznością dopłacania uczestnikom zmusza do zachowań stadnych na zasadzie: "lepiej sie nie wychylać". Zdaniem niektórych mediów, największym problem są opłaty pobierane od składek. Czy na pewno?
OFE jakie są każdy widzi - przepisy krępują zarządzających, strach przed koniecznością dopłacania uczestnikom zmusza do zachowań stadnych na zasadzie: "lepiej sie nie wychylać". Problemem jest zbyt niski dopuszczalny udział akcji (40 proc.) oraz 5-procentowy limit udziału instrumentów zagranicznych. To drugie szczególnie boli przyszłych emerytów w sytuacji gdy polski rynek akcji zachowuje się bardzo słabo w relacji do innych giełd. Tymczasem, zdaniem niektórych mediów, największym problem są opłaty pobierane od składek. Czy na pewno?

Większość OFE pobiera maksymalne 7 proc. od każdej wpłaconej składki i tak będzie do 2010 roku. To sporo. Jednocześnie opłata zarządzanie to 0,54 proc. (lub mniej w funduszach o aktywach powyżej 8 mld zł, a są już takie cztery). Fundusze zrównoważone - do których z racji składu portfela można porównać OFE - zarządzane są średnio za 3,2 proc. w skali roku. Opłaty dystrybucyjne są różne. Standardowo, wg danych Analiz Online wynoszą 3,8 proc. Przy czym można oczywiście kupić jednostki bez opłat dystrybucyjnej (np. w promocji).

Z dwojga złego lepsza jest wyższa prowizja od składki niż wysoka opłata za zarządzanie - prowizja pobierana jest tylko od nowych wpłat, a opłata za zarządzanie co roku od całości aktywów. W ten sposób, w miarę upływu czasu, relacja pieniędzy które trafiają do OFE w formie prowizji do łącznej kwoty kapitału zgromadzonego przez przyszłego emeryta będzie maleć. Zyskiwać na znaczeniu będzie wysokość opłaty za zarządzanie. A ta jest w OFE relatywnie niska.

Warto to pokazać na przykładzie. Załóżmy, że wpłacamy do OFE 200 zł przez 30 lat. Od każdej składki potrącona jest 7-procentowa prowizja (pamiętajmy że w rzeczywistości będzie ona spadać do 3,5 proc. w 2014). Dodatkowo co roku zarządzający potrąca 0,54 proc. od aktywów. Średnia roczna stopa zwrotu to 10 proc. Po 30 latach zebrany kapitał to prawie 345 tys. zł.

A teraz wpłacajmy nasze 200 zł do funduszu zrównoważonego, który nie pobiera opłaty wstępnej. Jednocześnie opłata za zarządzanie to 3 proc. w skali roku. Wartość naszego kapitału po 30 latach wyniesie 224 tys. zł. Różnica między OFE a funduszem to ponad 120 tys. zł. Wniosek? Na dłuższą metę większe znacznie ma opłata za zarządzanie - to ona pomniejsza stopę zwrotu.

Opłaty od składek w OFE są oczywiście wysokie. Nie jest to jednak najważniejszy problem polskiego systemu emerytalnego. Jeśli media chcą walczyć o niższe opłaty to warto przyjrzeć się poczynanion polskich funduszy inwestycyjnych w których jest niewiele mniej pieniędzy niż w OFE, a opłaty za zarządzanie są dwa razy wyższe niż w funduszach zagranicznych.
---

Maciej Kossowski
źródło: blog na maciejkossowski.blox.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl