sobota, 19 stycznia 2013

Wartość pieniądza w czasie

Wartość pieniądza w czasie

Autorem artykułu jest Jakub A.


Wszyscy bez wyjątku posługujemy się na co dzień pieniędzmi. Natomiast mało kto z nas zastanawia się nad ich wartością. Okazuje się, że wartość ta jest zmienna w czasie i po części zależy również od nas samych. Wykorzystanie koncepjci wartości pieniądza w czasie pozwala również nam lepiej zaplanować nasze przyszłe zakupy.

Ile warta jest dzisiaj jedna złotówka? Jedna z potencjalnych odpowiedzi na powyższe pytanie może być taka, że jedna złotówka jest warta tyle ile możemy za nią dzisiaj kupić. Odpowiedz ta nie jest pozbawiona sensu, jednak nie uwzględnia wszystkich czynników, które mogą wpływać na wartość pieniądza. Ponadto wykorzystanie towarów do mierzenia wartości jednej złotówki nie jest zbyt praktycznym rozwiązaniem. Aby zmierzyć wartość jednej złotówki musimy przyjąć jakiś odpowiedni miernik, coś co będzie swoistą „cenę” pieniądza.

Podstawowym czynnikiem, który wpływa na dzisiejszą wartość złotówki są nasze preferencje. Wszyscy potrzebujemy gotówki aby kupić określone towary, które zaspakajają nasze potrzeb. W zdecydowanej większości wolimy kupić i zjeść ciastko dzisiaj niż czekać żeby zrobić to jutro. Jeżeli jest nam obojętne kiedy zjemy to ciastko, wówczas jedna złotówka dzisiaj oraz jutro jest dla nas warta tyle samo. W przeciwnym przypadku za odłożenie konsumpcji w czasie żądamy rekompensaty, którą możemy wyrazić poprzez wymaganą przez nas stopę zwrotu. Przykładowo, zrezygnuję dzisiaj z kupna samochodu o wartości 10 000 zł jeżeli za rok otrzymam 11 000 zł, czyli moja wymagana stopa zwrotu wynosi 10%. Jeżeli ktoś mi tyle zaoferuje za korzystanie z moich pieniądze, to zgodzę się odłożyć bieżącą konsumpcje w czasie. Oczywiście, wysokość wymaganej przeze mnie stopy zwrotu zależy również od tego, kto ode mnie pożyczy te pieniądze. Jeżeli będzie to bezpieczny bank, to może nawet zgodzę się na 9% rocznie, jednak w przypadku kiedy miałby to być sąsiad o niepewnej przeszłości, wymagana przeze mnie stopa zwrotu byłaby znacznie wyższa, o ile w ogóle zgodziłbym się pożyczyć mu pieniądze. Ryzyko zwrotu pożyczonych przez bank pieniędzy jest niewielkie, natomiast w przypadku sąsiada jest ono dość duże.Zasadniczo czym bardziej sobie cenimy bieżącą konsumpcję, tym wymagamy wyższej rekompensaty za jej odłożenie. Ponadto wymagana przez nas stopa zwrotu zależy od czasu na jaki mamy zrezygnować z zaspokojenia naszych bieżących potrzeb. Czym jest on dłuższy, tym również wydaje się, że stopa zwrotu powinna być wyższa.

Możemy również wyróżnić czynniki, które wpływają na nasze preferencje. Jednym z najistotniejszych jest inflacja. Jeżeli stopa inflacji jest bardzo wysoka, będziemy starali się jak najszybciej kupić określone towary, aby w jak największym stopniu dzisiaj zaspokoić nasze potrzeby, ponieważ w przyszłości nie będzie to już możliwe. Jednak należy pamiętać, że już nawet relatywnie niewielka inflacja powoduje deprecjacje wartości naszych pieniędzy. Tym samym inflacja poprzez nasze preferencje oddziałuje na wymaganą przez nas stopę zwrotu.

Kiedy już określimy wymaganą stopę zwrotu możemy porównać ją ze stopami zwrotu, które oferują nam jednostki zainteresowane naszymi pieniędzmi, np. banki. Jeżeli zaproponowana stopa zwrotu okaże się wyższa lub równa naszej, wówczas zgodzimy się odłożyć konsumpcję w czasie i powierzyć pieniądze bankowi. Zwróćmy uwagę, że niejako sprzedajemy dzisiaj nasze pieniądze w zamian za obietnice zwrócenia ich w określonej przyszłości wraz z naliczonymi odsetkami. Jeżeli coś sprzedajemy, ma to swoją cenę. W przypadku pieniędzy ceną jest stopa procentowa. Kiedy żaden z banków nie zaoferowałby nam wystarczająco satysfakcjonującej ceny, wówczas nie zdecydowalibyśmy się sprzedać naszych pieniędzy. Moglibyśmy wówczas przeznaczyć je na bieżącą konsumpcję lub tak długo obniżyć wymaganą przez nasz stopę zwrotu, aż w końcu, któryś z baków by ją zaakceptował.

Powyższe rozważania miały na celu pokazać, że stopa procentowa jest ceną pieniądza, odpowiednim miernikiem, który pozwala określić wartość pieniądza w czasie. Jednak w rzeczywistym świecie sytuacja wcale nie odbiega znacząco od opisanej powyżej. Każdy z nas jest w stanie z pewnym przybliżeniem określić wymaganą przez siebie stopę zwrotu. Jest to prawdę mówiąc jeden, o ile nie najważniejszy, z etapów przy planowaniu jakiejkolwiek inwestycji. Następnie możemy poszukać jednostki, która chętnie zajmie się naszymi pieniędzmi. Może to być bezpieczny bank, lub sąsiad o niepewnej przeszłości (czytaj spółka notowana na rynku NewConnect). Jednak jeżeli żadna oferowana stopa zwrotu nas nie zainteresuje, wówczas w przeciwieństwie do przedstawionego świata, prawdopodobnie nie zdecydujemy się przeznaczyć pieniędzy na konsumpcję, tylko zapewne zadowolimy się niższą stopą zwrotu.

Obliczanie dzisiejszej wartości pieniądza

Skoro już wiemy, że ceną pieniądza jest stopa procentowa, czas zobaczyć jak obliczyć dzisiejszą wartość jednej złotówki. Dla celów dalszych rozważań zakładamy, że wymagana przez nas stopa zwrotu jest równa stopie oprocentowania rocznej lokat, która wynosi 10%.

Aby obliczyć dzisiejszą wartość jednej złotówki musimy wykonać czynność odwrotną niż w przypadku obliczania przyszłej wartości danej kwoty. Przypomnijmy wzór na przyszłą wartość:

 F = P(1+r)^{n}

gdzie:
P – początkowa wartość kapitału,
F – przyszła wartość kapitału,
r – stopa oprocentowania,
n – liczba lat.

Teraz zastanówmy się, ile musielibyśmy dzisiaj zainwestować/ulokować na lokacie aby wartość naszych pieniędzy za rok wzrosła do jednej złotówki? Możemy znaleźć odpowiedzieć rozwiązując proste równanie:

 1 = P(1+10\%)^{1}
 P = \frac{1}{1+10\%}
 P = 0,9091

Tym samym otrzymaliśmy dzisiejszą wartość jednej złotówki przy wymaganej stopie procentowej równej 10%. Obliczanie dzisiejszej wartości przyszłej kwoty nosi nazwę dyskontowania. Aby sprawdzić czy rzeczywiście 0,9091 zł ulokowane na lokacie da nam za rok 1 zł, możemy obliczyć przyszłą wartość tej kwoty:

 F = 0,9091*(1+10\%) = 1,00

Ogólny wzór, uwzględniający również częstszą kapitalizację odsetek ma postać:

P = \frac{F}{(1+\frac{r}{m})^{n*m}}

gdzie:
P – wysokość kapitału początkowego,
F – wysokość kapitału końcowego,
r – roczna, nominalna stopa procentowa,
m – liczba okresów oprocentowania,
n – liczba lat.

Wyrażenie

\frac{1}{(1+\frac{r}{m})^{n*m}}

określane jest mianem czynnika dyskontującego.

Dzięki dyskontowaniu jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie, jaką kwotę pieniędzy musimy dzisiaj odłożyć, aby w określonym momencie w przyszłości posiadać daną, ustaloną sumę. Przeanalizujmy prosty przykład.

Przykład

Pan Józiu umówił się z Panią Elżunią ze za 5 lat odkupi od niej samochód za kwotę 10 000 zł. Chciałbym on wiedzieć, ile pieniędzy musi dzisiaj odłożyć, aby za ten okres dysponować właśnie takim kapitałem. Pan Józiu ma jedynie dostęp do 4-miesięcznej lokaty terminowej o oprocentowaniu nominalnym 6% w skali roku. Lokata jest automatycznie odnawiana.

Pan Józiu może dzisiaj zdeponować w banku na lokacie określoną kwotę, która po 5 latach urośnie do wysokości 10 000 zł. Aby obliczyć jaka to kwota, musimy zdyskontować 10 000 zł na dzień dzisiejszy.

Zgodnie ze wzorem:

P = \frac{10 000}{(1+\frac{6\%}{3})^{3*5}}
 P = 7430,15

Tak więc Pan Józiu musi w dniu dzisiejszym wpłacić na lokatę terminową 7430,15 zł. Jest to obecna wartość 10 000 zł. Z kolei wartość bieżąca jednej złotówki wynosi 0,743 zł.

W zależności od tego, jaką stopę zwrotu jesteśmy w stanie osiągnąć, jedna złotówka dzisiaj może mieć dla nas inną wartość. Zostało to przedstawione na wykresie poniżej.

Żółta linia obrazuje obecną wartość jednej złotówki, która otrzymamy za rok w zależności od wysokości stopy procentowej, którą możemy uzyskać. Zielona oraz niebieska krzywa obrazują taką samą zależności, tyle że dla pojedynczej złotówki, którą otrzymamy odpowiednio za 10 oraz 30 lat. Możemy zauważyć ogólną prawidłowość, im później mamy otrzymać jedną złotówkę oraz im wyższa jest stopa procentowa, tym obecna wartość jednej złotówki jest dla nas mniejsza. Oznacza to również, że musimy dzisiaj odłożyć mniejszą kwotę, aby w przyszłości uzyskać określoną sumę.

Podsumowując, wartość pieniądza w czasie ulega zmianie. Jedna złotówka dzisiaj jest mniej warta niż wczoraj, ale za to więcej niż jutro. Obecna wartość złotówki, którą mam otrzymać w określonym momencie w przyszłości, zależy od stopy procentowej. Im jest ona wyższa, a co za tym im korzystniej możemy zainwestować nasze dzisiejsze pieniądze, tym bieżąca wartość złotówki jest dla nasz niższa. Tym samym występuje odwrotna zależność pomiędzy obecną wartością pieniądza, a stopą procentową. Dyskontowanie jest to działanie polegające na obliczeniu dzisiejszej wartości przyszłej kwoty. Pozwala odpowiedzieć na pytanie, ile dzisiaj musimy odłożyć pieniędzy, aby w przyszłości dysponować określonym kapitałem. Dyskontowanie wykorzystywane jest przy wycenie wszystkich instrumentów finansowych, o czym niedługo się przekonamy.

---

Zapraszam na stronę Skuteczne Oszczędzanie - Sposób na Pieniądze

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Czy pół procenta ma znaczenie?

Czy pół procenta ma znaczenie?

Autorem artykułu jest Jakub A.


Zarządzając własnymi oszczędnościami powinniśmy kierować się zasadą maksymalizacji stopy zwrotu przy danym, akceptowalnym poziomie ryzyka. Czy warto angażować swój czas aby zwiększyć potencjalną stopę zwrotu chociażby o pół punktu procentowego? Odpowiemy na to pytanie wykorzystując szeroko dostepnę lokaty terminowe.

W przypadku lokat terminowych ryzyko jest dość niewielkie. Oszczędności zdeponowane w bankach gwarantowane są przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który zobowiązuje się do zwrotu naszego kapitału do wysokości 100 000 Euro w razie kłopotów finansowych banku. Tak więc, wybierając lokatę terminową kwestię ryzyka możemy częściowo odłożyć na bok. Zatem jedynym kryterium, którym pozostaje nam kierować się przy wyborze lokaty jest roczna efektywna stopa procentowa.

W Polsce działa kilkadziesiąt banków. Pełna ich lista (z wyjątkiem banków spółdzielczych) dostępna jest na stronie KNF. Rywalizują one pomiędzy sobą o klientów oraz ich pieniądze, dlatego co jakiś czas możemy spotkać się z lokatami terminowymi, które oferują nam wyższe, dość atrakcyjne oprocentowanie. Ponadto występują również różnice w oprocentowaniu tradycyjnych lokat terminowych pomiędzy poszczególnymi bankami. Pytanie brzmi, czy warto „polować” na lokaty, które zapewnią nam roczną efektywną stopę procentową wyższą chociażby o pół punktu procentowego?

Pojedyncza wpłata

Załóżmy, że wpłacamy na roczną lokatę, której nominalne oprocentowanie wynosi 5% w skali roku, 1000 zł z zamiarem nie wypłacania tych pieniędzy przez kolejne 30 lat. Dodatkowo przyjmujemy, że oprocentowanie tej lokaty nie ulegnie w tym czasie zmianie. Obliczmy przyszłą wartość naszych pieniędzy:

eq1

Przypuśćmy teraz, że dzięki niewielkiemu wysiłkowi (poszukiwanie najatrakcyjniejszych lokat, zakładanie nowych rachunków, przelewy bankowe), jesteśmy w stanie w każdym z kolejnych 30 lat uzyskać oprocentowanie w wysokości pół punku procentowego wyższe. Tym samy, nasza roczna stopa zwrotu wzrośnie do poziomu 5,50%, a przyszła wartość 1000 zł wyniesie:

eq2

Jest to o 662,00 zł więcej niż w pierwszym przypadku, czyli o ok. 15%. Czy warto każdego roku poświęcić kilka godzin aby ostatecznie zwiększyć przyszłą wartość 1000zł o 662,00zł? Ja osobiście uważam, że warto. Pamiętaj że, w sytuacji, w której zamiast 1000 zł zainwestowałbyś 10 000 zł, różnica ta wyniosłaby 6 620,00 zł. W przypadku 100 000 zł, byłoby to już 66 200,00 zł. Całkiem ładne pieniądze.

Chciałbym Cię uczulić na pewną kwestię. Załóżmy, że możesz spokojnie założyć roczną lokatę o oprocentowaniu 1% w skali roku na kolejne trzydzieści lat, lub przy odrobinie wysiłku jesteś w stanie uzyskać co rocznie pół punktu procentowego więcej, czyli łącznie 1,50%. Czyli Twoja roczna stopa zwrotu wzrośnie o 50%. Czy podjąłbyś ten wysiłek? A teraz przypuśćmy, że spokojnie, bez podejmowania żadnych działań możesz uzyskać 7% rocznie. Natomiast kiedy poświęcisz swój czas i będziesz co roku szukał najatrakcyjniejszej dla Ciebie lokaty uzyskasz 7,50%, czyli ponownie pół punktu procentowego więcej. Twoja roczna stopa zwrotu wzrośnie o ok. 7%. Czy teraz podjąłbyś ten wysiłek?

Jeżeli w pierwszym przypadku odpowiedziałeś/aś twierdząco, natomiast w drugim przecząco, to przygotuj się na małe zaskoczenie. Spójrz na poniższy wykres. Krzywa zawarta na tym wykresie przedstawia różnicy pomiędzy przyszłą wartość (za trzydzieści lat) 1000 zł przy danym oprocentowaniu zaznaczonym na osi poziomej, a przyszłą wartością tej samej kwoty kiedy roczne oprocentowanie jest wyższe o pół punktu procentowego. Dla oprocentowania bazowego w wysokości 5%, różnica ta wynosi 662,00 zł, czyli dokładnie tyle ile wcześniej obliczyliśmy.

W przypadku oprocentowania równego 1,50%, różnica wynosi 248,30zł, natomiast w przypadku 7% jest to już 1142,70 zł. Tym samym podejmowanie corocznego wysiłku w celu osiągnięcia rocznej stopy zwrotu wyższej o pół punktu procentowego przez kolejne trzydzieści lat jest znacznie bardziej opłacalne kiedy oprocentowanie lokat kształtuje się na wysokim poziomie. Natomiast wiele osób jest przekonanych, że nie ma sensu starać się zwiększać osiąganej stopy zwrotu kiedy jest on już zadowalająco wysoka. W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie.

Podobnie wygląda zależność pomiędzy wysokością różnicy przyszłej wartości danej kwoty przy danym oprocentowaniu oraz przyszłej wartości tej samej kwoty kiedy roczne oprocentowanie jest wyższe o pół punktu procentowego, a długością okresu oszczędzania. Poniższy wykres przedstawia tą zależności przy początkowej wpłacie równej 1000 zł i bazowej stopie oprocentowania wynoszącej 5%.

W miarę jak decydujemy się dłużej oszczędzać, różnica ta jest coraz bardziej istotna, i tym samym coraz większą wagę powinniśmy przykładać do nawet niewielkiej zmiany w wysokości naszej rocznej stopy zwrotu, którą będziemy osiągać w okresie naszego oszczędzania.

Strumień wpłat

Zajmiemy się teraz strumieniem regularnych wpłat i zbadamy jak różnica w oprocentowaniu wpływa na przyszłą wartość sumy tych wpłat.

Przyjmijmy tym razem, że wpłacamy pod koniec każdego roku na roczną lokatę, której nominalne oprocentowanie wynosi 5% w skali roku, 1000 zł z zamiarem nie wypłacania uzbieranych pieniędzy przez kolejne 30 lat. Dodatkowo zakładamy, że oprocentowanie tej lokaty nie ulegnie w tym czasie zmianie. Możemy obliczyć przyszłą wartość sumy wpłat, która wyniesie:

eq3

Następnie, podobnie w poprzednim przykładzie jesteśmy w stanie dzięki niewielkiemu wysiłkowi, w każdym z kolejnych 30 lat uzyskać oprocentowanie w wysokości pół punku procentowego wyższe. Tym samy, nasza roczna stopa zwrotu wzrośnie do poziomu 5,50%, a przyszła wartość sumy corocznych wpłat wyniesie:

eq4

Jest to o 5 996,62 zł więcej niż w pierwszym przypadku, czyli o ok. 9%. Wydaje się, że jest to już znaczna suma, którą można osiągnąć dzięki poświęceniu kilku godzin każdego roku na przeprowadzenie niezbędnych operacji. Gdybyśmy każdego roku odkładali 10 000 zł, różnica ta wzrosłaby do poziomu 59 966,20 zł.

Podobnie jak w przypadku pojedynczej wpłaty, różnica pomiędzy przyszłą wartością sumy wpłat przy danym poziomie oprocentowania oraz przyszłą wartością sumy wpłaty przy oprocentowaniu wyższym o pół punktu procentowego jest zależna od poziomu oprocentowania bazowego/odniesienia. Poniżej odpowiedni wykres dla wpłat w wysokości 1000 zł na koniec każdego roku przez kolejne trzydzieści lat.

Zależność pomiędzy wysokością różnicy wartości przyszłych, a długością okresu oszczędzania jest niemal identyczna jak w sytuacji pojedynczej wpłaty, co można zobaczyć na wykresie poniżej, który został skonstruowany przy założeniu co rocznych wpłat w wysokości 1000 zł przy oprocentowaniu równym 5% w skali roku.

Podsumowując możemy śmiało odpowiedzieć twierdząco na postawione w tytule pytanie. Pół procenta ma znacznie. W ujęciu bezwzględnym szczególnie widoczne jest to w przypadku strumienia wpłat, kiedy wartość przyszła dzięki wyższemu oprocentowaniu o pół punktu procentowego może być znacząco wyższa. Jednak wydaje się, że rozbieżność pomiędzy oprocentowaniem lokat oferowanych przez banki może dochodzić nawet do poziomu jednego punktu procentowego. Wówczas efekty ulokowania oszczędności na bardziej atrakcyjnych lokatach w długim okresie będą jeszcze większe. Oczywiście nie ma nic za darmo. Aby móc wykorzystać nadarzające się okazje trzeba ponieść pewne koszty. Nie są to koszty finansowe, ale czasowe. Musimy poświecić swój czas na wyszukanie atrakcyjnych ofert, czasami na założenie nowego rachunku w nowym banku oraz na inne niezbędne czynności. Najwięcej czasu zajmuje chyba otworzenie nowego rachunku, dlatego warto być już przygotowanym i jednocześnie posiadać kilka otwartych kont w różnych bankach, tym bardziej, że z reguły ich otwarcie i prowadzenie jest bezpłatne. Dzięki temu nasz kapitał będzie bardziej mobilny, a my będziemy mogli jeszcze skutecznej wykorzystać magie procentu składanego w praktyce.

---

Zapraszam na stronę Skuteczne Oszczędzanie

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

piątek, 18 stycznia 2013

Oszczędność – moda czy konieczność? cz.3

OSZCZĘDNOŚĆ – MODA CZY KONIECZNOŚĆ? cz.3

Autorem artykułu jest Alicja Banaś


Konsumpcjonizm jako pogoń za dobrami nowoczesnymi stał się w naszych czasach normą. Nikogo już nie dziwi posiadanie 42-calowego telewizora plazmowego, czy średniej klasy samochodu zakupionego w salonie, spłacanego kolejnymi kredytami ratalnymi. Co jednak zrobić w sytuacji, gdy na horyzoncie pojawiają się poważne problemy?

FINANSE POD KONTROLĄ

Analizując nasz domowy budżet warto zwrócić także uwagę na to w jaki sposób z usług bankowych. Może zamiast tracić czas na stanie w kolejkach i dokonywać opłat na poczcie lub w kasie usługodawcy – lepiej zacząć korzystać z elektronicznych przelewów (w niemal wszystkich już bankach przelewy krajowe bywają darmowe)? Przy wyborze samego banku dobrze jest też przeanalizować różnego rodzaju dodatki do konta – np. opłaty za karty płatnicze – czy są i jakiego rzędu wielkości w comiesięcznych wydatkach. Czy są zwroty za transakcje dokonywane przez nas za pośrednictwem tej karty w ciągu miesiąca rozliczeniowego, dodatki do konta, takie jak pakiety usługowe Assistance lub ubezpieczenia na wypadek utraty pracy? Coraz więcej banków powoli wyciąga nauki płynące od coraz bardziej wymagającego rynku konsumenckiego i tworzą interesujące programy lojalnościowe.

W SPIRALI DŁUGÓW

Co jednak zrobić, gdy wpadliśmy w spiralę długów i zaczęliśmy mieć problemy z terminową spłatą zaciągniętych przez nas kredytów? Najlepszym rozwiązaniem jest udanie się do banku i skonsolidowanie kilku kredytów w jeden. Owszem, będzie się to najprawdopodobniej wiązało się z koniecznością wydłużenia okresu spłaty kredytu, ale kwota jaką będziemy miesięcznie obciążani zdecydowanie ulży naszemu budżetowi.

Pamiętajmy także o jednej podstawowej zasadzie – jeśli popadniemy już w kłopoty z instytucjami finansowymi – nie chowajmy głowy w piasek. Ważne jest stałe utrzymywanie z nimi kontaktu, wyjaśnienie zaistniałej sytuacji i wspólne negocjowanie dogodnych warunków spłaty. Bank docenia takich dłużników i będzie bardziej chętny pójść na ustępstwa, niż w sytuacjach gdzie unikamy odbierania telefonów, czy korespondencji. Możemy wówczas zostać dodatkowo obciążeni kosztami windykacyjnymi, a któregoś dnia może zapukać do naszych drzwi nawet i sam komornik.

HOBBY I INNE PRZYJEMNOŚCI

Ważne jest również, aby mieć świadomość tego, że w bardzo trudnych chwilach konieczna może okazać rezygnacja z naszego hobby, nawyków, wyjść do kina, teatrów, knajp, imprez, itp. Lepiej jednak wykazać się hartem ducha i przetrwać ten czas w nieco uboższej w rozrywki formule. Kto wie – może właśnie wtedy zaczniemy doceniać inne aspekty naszego życia, częściej i bliżej będziemy z najbliższymi, rodziną, przyjaciółmi? A gdy zacznie się nam finansowo polepszać, gdy zaczniemy wychodzić na prostą – po uważnym, kolejny przeanalizowaniu stanu naszego budżetu domowego – możemy stopniowo, powoli powracać do naszych przyjemności, które przecież są tak istotne.

Można sobie jednak w obliczu tak wielu wyrzeczeń zadać pytanie – czy to ma jakikolwiek sens? Po co oszczędzać, skoro dużo łatwiej pożyczać pieniądze i nadal żyć na dotychczasowym poziomie. Nie lepiej żyć z dnia na dzień i nie myśleć o jutrze, skoro ono może nawet nie nadejść? Oczywiście, że można. Trzeba jednak wówczas uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie dodatkowe: jakie będą dalsze konsekwencje takiego życia, poza krótkotrwałą przyjemnością. I czy takim podejściem nie skrzywdzę najbliższych osób? Życie bowiem bywa często okrutnie przewrotne i potrafi zaserwować nie lada wyzwania. Może więc lepiej nie kusić losu i wyciągając lekcje z błędów innych, nauczyć się oszczędzać?

---

Alicja Banaś,

www.AkademiaKRD.pl

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Oszczędność – moda czy konieczność? cz.2

OSZCZĘDNOŚĆ – MODA CZY KONIECZNOŚĆ? cz.2

Autorem artykułu jest Alicja Banaś


Kontrola nad domowym budżetem oraz solidne opracowanie sposobów planowania zakupów to dopiero początek. Pozostaje jeszcze kilka innych dziedzin życia, które wymagają uważnej analizy. Dziecko - jeśli je posiadamy, mieszkanie, czy w końcu samochód - to także istotne obszary, w których można odnaleźć oszczędności.

DZIECKO

Wydatki na dzieci to całkiem osobna kategoria, ponieważ wiąże się nie tylko ze stałymi kosztami, ale posiada też mocny aspekt emocjonalny. Dlatego umiejętność właściwego planowania wydatków jest w tym wypadku niezwykle istotna. Jeśli z każdych zakupów w markecie wracamy z kolejnymi zabawkami, na zakup których namówiło nas dziecko, warto dokładnie przeanalizować tę sytuację. Czy dziecko szanuje nowe zabawki, przez jaki czas są one dla niego nowością, i po jakim czasie taka zabawka ląduje w kącie. Może wówczas lepiej będzie popytać innych rodziców, znajomych – często bowiem się zdarza, że rozdają lub sprzedają za symboliczne kwoty nieużywane już zabawki po swoich dzieciach. I choć są to rzeczy czyjeś, używane, to niejednokrotnie mają one taką samą wartość dla naszego dziecka, co sklepowe nowości. Można też schować część zabawek i wyciągnąć je po kilku miesiącach. Efekt może rodziców zaskoczyć. Dziecko uzna je bowiem za odnalezione skarby. Takie samo rozwiązania stosować można w przypadku ubrać, czy mebli dziecięcych. Pamiętajmy jednak o podstawowej zasadzie: poruszamy się po temacie oszczędności, a nie oszczędzaniu kosztem dziecka. Bo jest to jednak zasadnicza różnica.

MIESZKANIE

Jednym z najbardziej obciążających finansowo wydatkiem – pomijając opłaty czynszowe – są stałe rachunki za prąd. Jeśli zauważymy, że ich regularne opłacanie staje się dla nas problemem, istotna będzie wówczas uważna analiza rachunków i kontakt z dostawcą energetycznym. Być może okaże się, że bardziej opłacalna będzie zmiana taryfy lub wybór przedpłatowego sposobu rozliczania za prąd. Obowiązkowo też, przed zakupem sprzętu elektronicznego, szczególnie AGD, należy sprawdzić czy jest on oszczędny, czyli zaliczany do klasy energetycznej „A”. Na szczególną uwagę zasługuje lodówko-zamrażarka. Ocenia się, że ma ona aż 20-30%-owy udział w generowaniu zużycia prądu. Jest to bowiem sprzęt działający przez 24 godziny, a już 5 mm szronu powoduje 2-krotne zwiększenie zużycia energii elektrycznej. Ważne jest również zabezpieczanie sprzętu podczas naszej nieobecności w domu. Istotne jest, aby ręczne wyłączać wszystkie panele, wyłączniki, a także nie pozostawiać funkcji czuwania w sprzęcie elektronicznym. W świadomości wielu osób od dawna funkcjonuje już przekonanie do odpowiedniego oświetlenia mieszkania, a więc rodzaju używanych żarówek – energooszczędnych (tracących obecnie na cenie i popularności w związku z choćby wysokimi kosztami utylizacji) lub diodowych (droższych, ale zdecydowanie najbardziej opłacalnych w procesie oszczędzania). Spore znaczenie ma także kolor ścian w pokojach, który wpływa na częstotliwość używania lamp w ciągu doby.

SAMOCHÓD

Posiadanie samochodu wiąże się z koniecznymi, comiesięcznymi wydatkami, jak choćby na paliwo. Dlatego dobrze jest przyjrzeć się swojej jeździe i nauczyć się wersji ekonomicznej (tzw. eco-drivingu), szczególnie przydatnej umiejętności w naszych zakorkowanych miastach. Ekonomiczna jazda to także umiejętne korzystanie z klimatyzacji, dbanie o stan opon, a także konieczność stałego nadzoru stanu technicznego (tj. regularna wymiana takich elementów jak: płyn chłodniczy, olej, filtry, świece żarowe, hamulce, itp.). Warto także tankować właściwe paliwo (co ciekawe – liczba oktanów nie ma wpływu na zwiększenie mocy silnika, czy jego oszczędności). Dodatkowym aspektem oszczędzania jest także sposób w jaki płacimy za paliwo. Pomijając programy lojalnościowe, których głównym zadaniem jest wymiana zgromadzonych punktów, czyli sum pieniędzy wydanych na stacji, na nagrody, często może okazać, że istotna będzie każda płatność dokonana za pośrednictwem karty płatniczej. Dzięki takim transakcjom możemy obniżyć ceny paliwa o 1-4%.

W następnej, ostatniej już części, omówione zostaną aspekty opłat bankowych, rady dla dłużników oraz wskazówki odnośnie naszych hobby.

---

Alicja Banaś,

www.AkademiaKRD.pl

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Oszczędność – moda czy konieczność? cz. 1

OSZCZĘDNOŚĆ – MODA CZY KONIECZNOŚĆ? cz. 1

Autorem artykułu jest Alicja Banaś


Staropolskie przysłowie brzmi: „Skromne życie, oszczędzanie – nie wstyd. Gorsze – pożyczanie”. Patrząc jednak na wzrastającą liczbę dłużników – w samym Krajowym Rejestrze Długów jest ich obecnie ponad 1 milion 800 tysięcy – można odnieść wrażenie, że maksyma ta przestała mieć znaczenie.

Polacy zapożyczają się już nie tylko w samych bankach, ale głównie w instytucjach parabankowych lub firmach pożyczkowych, ponieważ w tych ostatnich mogą liczyć na tzw. ekspresową pożyczkę bez BIK-u. Mało jednak kto zdaje sobie sprawę, że przy uważnym i regularnym zarządzaniu budżetem domowym można w miesiącu odnaleźć „zagubione” kilkadziesiąt lub nawet kilkaset złotych oszczędności.

METODA MAŁYCH KROCZKÓW

Z przeprowadzonych przez TNS OBOP badań, z czerwca 2011 roku wynika, że niemal połowa (48%) Polaków nie posiada żadnych oszczędności. Żyjemy więc z dnia na dzień, z trudem łącząc koniec i początek miesiąca, niejednokrotnie zaciskając pasa i nerwowo wyczekując na wypłatę na koncie. Skąd więc czerpać zyski, by w ogóle zacząć mówić o oszczędzaniu? Gdzie w ogóle szukać nadwyżek finansowych?

Na pewno nie liczmy na cuda. Nawet jeśli dziś zaczniemy szukać oszczędności w wielu dziedzinach życia jednocześnie, to nasz portfel nie zrobi się nagle pękaty od nadmiaru pieniędzy. Nie oszukujmy się – to długa droga, początkowo nawet przez mękę. Ale trud wart jest podjęcia. Patrząc na samo pojęcie oszczędzania, niesie ono ze sobą wiele znaczeń. Dla jednych to sztuka. Dla innych obowiązek i konieczność. Dla jeszcze innych ekologia i moda. Niektórzy mieli to niezwykłe szczęście, że mogli wynieść oszczędzanie jako nawyk już z domów rodzinnych. Inni uczyli się na swoich błędach w młodości i teraz radzą sobie świetnie w każdych, nawet niesprzyjających warunkach. Jednak spora część z nas musi się dopiero tej sztuki nauczyć od podstaw i zrozumieć, że sukces zaczyna się już od małych, drobnych z pozoru kroczków, konsekwentnie jednak podejmowanych, każdego dnia, bez względu na nastrój, sytuację gospodarczą kraju, czy pogodę za oknem.

OD CZEGO ZACZĄĆ?

Zasada jest prosta: zaczynamy od siebie i swojego portfela. Najpierw należy przeanalizować rodzinną sytuację finansową w kontekście budżetu domowego. Na rynku można znaleźć kilka wartościowych publikacji książkowych (w tym e-booki) traktujących o budżecie domowych, sposobach jego wyliczania i nauce trzymania wydatków pod ścisłą kontrolą. W sieci można znaleźć także ciekawe, darmowe programy ułatwiające nam wyliczanie tego, co dostajemy, a na co wydajemy, w kontekście nie tylko comiesięcznych wydatków, ale i tych pojawiających się co kwartał, pół roku lub... trzy lata.

Najczęściej wygląda to tak, ze przez pierwszy miesiąc zbieramy wszystkie paragony, rachunki, faktury, przeglądamy podpisane umowy kredytowe, pożyczkowe, ubezpieczeniowe, a w kolejnym – wszystko zliczamy, niejednokrotnie dziwiąc się na jakie rzeczy wydajemy każdego dnia nasze pieniądze.

ZAKUPY

Gdy już poznamy skalę naszych problemów – zaczynamy powoli uczyć się żyć z uwagą, rozsądniej wydatkując pieniądze. Z doświadczenia wiadomo, że największe kwoty zostawiamy w hipermarketach, w których wiele artykułów wydaje się nam wyjątkowo atrakcyjnych cenowo, dajemy skusić się na kolejne promocje i zapełniamy nasz koszyk produktami, których wcale nie mieliśmy zamiaru kupić. Dlatego zasadą numer jeden będzie lista zakupów i ścisłe trzymanie się jej podczas spacerowania między sklepowymi półkami.

Dużo łatwiej także wydajemy nasze pieniądze płacąc za zakupy za pośrednictwem karty płatniczej. Znacznie trudniej przychodzi nam wyciągnąć z portfela banknot o wysokim nominale i rozmienić go na drobne. Dlatego też niektórzy specjaliści radzą, by po odliczeniu wszystkich rat, czy płatności dokonywanych elektronicznie – wypłacić pozostałą resztę pieniędzy z bankomatu, podzielić ją na równe, tygodniowe części i... wydawać tylko tyle, ile znajduje się na danej kupce.

Warto pomyśleć nad zmianą kilku nawyków, jak choćby sklepy w jakich się zaopatrujemy – delikatesy, markety (w większości), czy osiedlowe sklepiki – rządzą się prostymi zasadami wyższych cen. Tymczasem dyskonty dysponują bardzo często wysokiej jakości towarem i niższymi znacznie cenami. Oszczędności możemy odczuć już podczas pierwszych takich zakupów. Gdy do tego doliczymy częste promocje, możemy się nie raz mile zaskoczyć ilością produktów w wózku, a ceną podaną nam przy kasie.

Co jednak wymaga podkreślenia niektóre markety mają przyjaźnie stworzony program lojalnościowy oraz okresy promocyjne na wybrane produkty. Można wykorzystać takie sytuacje na zakupy tychże produktów, uważając jednocześnie by zakupy ograniczały się jedynie do tych właśnie pozycji. Polecam także zbieranie różnych kuponów, bonów i wykorzystywanie ich w odpowiednim czasie.

W następnej części artykułu pojawi się kilka aspektów z poziomu domowego oszczędzania takie jak: mieszkanie, samochód, czy dziecko.

---

Alicja Banaś,

www.AkademiaKRD.pl

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl