sobota, 19 stycznia 2013

Mieć konto bankowe, korzystać i zarabiać

Mieć konto bankowe, korzystać i zarabiać

Autorem artykułu jest Katarzyna Bieńkowska


Zwyczajne "mieć konto bankowe", to już nie wystarcza. Banki prześcigają się w ofertach licznych promocji i umożliwiają jednocześnie... zarabianie na nich.

W kontach bankowych możemy przebierać jak w ulęgałkach. Co bank, to nowa promocja, ułatwienia i walka o klienta. Koszty użytkowania i opłaty za prowadzenie są w wielu z nich darmowe, ale to już przestaje wystarczać. Zwykłe szybkie przelewy, doładowania telefonów komórkowych on-line czy dostęp do produktów bankowych, usług maklerskich i ubezpieczeń on-line również stają się normą. Oferty są tak bogate, że trudno się zdecydować na to jedno, najlepsze dla nas. A co banki oferują w tym temacie? W jaki sposób zarabiać na koncie bankowym?

Powszechnym już sposobem przyciągania klientów jest wysokość oprocentowania konta bankowego. Na rynku aktualnie jest zaledwie kilka banków, które oferują oprocentowanie bliskie zera. Większość z nich natomiast oferuje oprocentowanie od 2 do nawet 7 proc. Przy czym w przypadku najwyższego oprocentowania napotykamy się na obwarowania dotyczące wysokości salda.

Oszałamiającą karierę robi ostatnio moneback, czyli zwrot kilku procent od wartości wykonanych operacji bezgotówkowych. Im więcej zapłacisz kartą tym więcej możesz zyskać zwrotu pieniędzy na konto.

Coraz częściej spotykamy się również z usługą cashback, czyli dostęp do usługi pozwalającej na wypłacenie gotówki w kasach sklepów.

Niektóre z banków premiują posiadacza konta bankowego dając nagrodę w wysokości do 1 proc. od najwyższego wpływu na konto, tytułem wynagrodzenia za pracę lub innych świadczeń związanych z pracą. W tym przypadku są pewne ograniczenia odnośnie samych wpływów, jak i maksymalnej kwoty wypłacanej premii.

Jeszcze inne banki dają premię za aktywne korzystanie z konta przy pomocy karty debetowej lub kredytowej, założenia lokaty oszczędnościowej, doładowania telefonu lub każdego wpływu powyżej określonej kwoty.

Zgodnie z przysłowiem grosz do grosza... Porównanie ofert bankowych w zakresie kont osobistych nie jest już zadaniem ani trudnym, anie też czasochłonnym. Mając do dyspozycji porównywarki finansowe udostępnione w internecie, jesteśmy w stanie przejrzeć oferty kont bankowych dosłownie w kilka minut.

---

Porównywarka kont bankowych - wyszukasz i porównasz dostępne konta bankowe.

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Jak zainwestować w nieruchomości przy niskich dochodach?

Jak zainwestować w nieruchomości przy niskich dochodach?

Autorem artykułu jest Piotr Krzak


Czy rzeczywiście przeciętnego Polaka stać na zakup jednej nieruchomości w ciągu całego życia? Wielu ludzi spłaca kredyt hipoteczny przez 30 lat i więcej, do samej emerytury. Wydatek rzędu kilkuset tysięcy nawet przy średnich dochodach wydaje się być znaczącym obciążeniem. Często zbyt dużym, by kiedykolwiek, go powtórzyć...

Co więcej, w powszechnym rozumieniu inwestycje w nieruchomości stereotypowo przypisywane są najbogatszym. Bez wątpienia, trudno wskazać fortunę, która nie została zamieniona, choćby w pewnym procencie, na nieruchomości. Z drugiej jednak strony wiele olbrzymich majątków powstało właśnie dzięki umiejętnym inwestycjom w zakup mieszkań, lokali użytkowych, domów, a później całych osiedli. Najistotniejsze, że nie ma tu mowy o szczęściu, to cenna wiedza i jej zastosowanie w praktyce, opisane w setkach publikacji i biografii najsłynniejszych inwestorów. Ludzi na świecie jest i będzie coraz więcej, zatem stale rośnie popyt i cena każdego metra kwadratowego.

Praca, podnoszenie dochodu, budowa zdolności kredytowej, kredyt hipoteczny i w końcu: zakup lub budowa wymarzonych czterech kątów może dać wiele satysfakcji. Faktem jest jednak, że gdyby był to model prowadzący do budowy dużego majątku, każdy byłby milionerem. Co w takim razie zrobić inaczej niż powszechnie, by rozpocząć własne duże inwestycje? Wbrew pozorom nie będzie to wymagało olbrzymich nakładów...

Przede wszystkim należy określić priorytety- jeśli chcemy tworzyć bazę nieruchomości, które w przyszłości zapracują na nasz dobrobyt musimy podporządkować szereg działań temu celowi. Pierwszy krok nie jest niczym wyjątkowym:

1. Uzyskanie zdolności kredytowej i pierwszego wkładu własnego (Jeszcze do niedawna bardzo powszechne były kredyty hipoteczne nawet na 110% wartości nieruchomości. Obecnie 10-20% musi stanowić wkład własny). Warto wiedzieć, że marża kredytu jest tym niższa, im wyższy jest wkład własny (kluczową rolę odgrywa tzw. współczynnik LTV = Loan/Value, czyli wysokość zaciąganego kredytu w stosunku do wartości nabywanej nieruchomości). Przyjmijmy na potrzeby przykładów, że zarabiamy 4000 zł netto, mamy 25 lat.

Drugi krok to już zerwanie z pewną konwencją:

2. Nie kupuj pierwszego mieszkania dla siebie! Weź pierwszy kredyt pod zakup nieruchomości, którą wynajmiesz (w przypadku problemów finansowych i niemożliwości spłaty, zawsze możesz ją sprzedać).

Zdolność kredytowa w przyjętym założeniu pozwala na maksymalną ratę kredytu nawet na poziomie 2 600zł miesięcznie. Osobiście jestem zwolennikiem wydłużania okresu kredytowania i obniżania wysokości raty (to pozwala zachować spokój o płynność w trudniejszych okresach). Powiedzmy, że kupujemy wyselekcjonowane mieszkanie 3 pokojowe (z dobrym dojazdem do najpopularniejszych uczelni z myślą o wynajmie studentom) za kwotę 300 000zł z wkładem własnym 30 000zł. Przy stopie WIBOR 3M= 4,95% i marży 1,5% czyli wcale nie najlepszych warunkach rata 30 letniego kredytu wyniesie 1886,35zł miesięcznie.

3. Nie unikaj podatku! Bardzo często właściciele nieruchomości chcąc uniknąć opodatkowania pobierają opłatę za wynajem w gotówce (by nie wykazywać dochodu na kontach). Problem polega na tym, że skoro nasza nieruchomość oficjalnie nie zarabia, to oficjalnie jest kosztem. W takim układzie nasz dochód brany pod uwagę w dowolnym banku wyliczany jest według zasady 4 000zł - 1886,35zł - inne zobowiązania, co daje 2113,65zł. Nie stać nas na zakup drugiego podobnego mieszkania, jeśli znacząco nie zwiększymy dochodów. Potrzeba podwyżki dochodu o 1886,35zł, by wrócić do sytuacji wyjściowej i móc zainwestować w kolejną nieruchomość. Przeważnie podwyżki o prawie 50% nie mają zbyt często miejsca. Pozostaje więc spłata kredytu przez 30 lat. Podobnie będzie, jeśli kupimy mieszkanie dla siebie i zamieszkamy w nim, sami sobie nie możemy płacić za wynajem, dlatego też nasz miesięczny przepływ w oczach banku, będzie wyglądał dokładnie tak samo jak przy "zatajonym" wynajmie (zdolność kredytowa mniejsza o wysokość raty kredytu).

4. Zapłać podatek i kup kolejną nieruchomość. Brzmi banalnie i takie jest w istocie. Jeśli udokumentujemy (opłacając podatek), że wynajem nieruchomości przynosi zysk, to każda złotówka w ten sposób zarobiona będzie dla banku takim samym dochodem jak dochód z pracy zarobkowej. To oznacza nie więcej, nie mniej, a utrzymanie lub nawet zwiększenie zdolności kredytowej! Spójrzmy na przykład:

Wynajem mieszkania 3 pokojowego o przyzwoitej lokalizacji, w mieście będącym ośrodkiem studenckim, to około 2500zł. Jeśli wynajmiemy mieszkanie, które kosztuje nas miesięcznie 1886,35zł (rata kredytu) + czynsz ( ok 400pln) to nadwyżka po podatku (tutaj istnieją 3 możliwości opodatkowania: ryczałt 8,5%. ogólny 18% lub 32%, liniowy 19%) wyniesie, tu przybliżmy na potrzeby łatwości rachunkowej, choćby 100zł. Co to oznacza z punktu inwestycji w nieruchomości?

Wykonując opisane powyżej działanie, już pierwszym dniu wynajmu świeżo zakupionej nieruchomości nasza zdolność nie wyniesie 2113,65, a 4100zł. Posiadamy więc mieszkanie na kredyt, który spłacają najemcy. Nasza zdolność kredytowa nie zmalała, a być może wzrosła. W ten sposób niemal za darmo możemy nabywać kolejne nieruchomości i powiększać majątek.

5. Dalej limitem jest wyobraźnia... Potrzeba mimo wszystko nieco determinacji w dążeniu do finansowej niezależności, zgromadzenia wkładu własnego i wypracowania zdolności kredytowe. Ważną umiejętnością jest odpowiednia selekcja nieruchomości i sposobów finansowania (kredyt hipoteczny nie jest jedyną możliwością- opisany w przykładzie nie jest także wyjątkowo tani- marża 1,5%).

---

planerfinansowy.blogspot.com

www.financialplanner.pl

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Jak odstąpić od umowy kredytowej?

Jak odstąpić od umowy kredytowej?

Autorem artykułu jest Arek Czapla


Nieraz zdarza się tak, że kredytobiorca po zaciągnięciu kredytu, dochodzi do wniosku, że była to zła decyzja i chce ją zmienić. Przysługuje mu takie prawo.


Odstąpienie od umowy kredytowej regulowane jest przepisami Ustawy o kredycie konsumpcyjnym z dnia 20 lipca 2001 r.

Ustawa ta mówi m.in o tym, od jakiego rodzaju kredytu/pożyczki można odstąpić.

Mamy do tego prawo, gdy:

kredyt/pożyczkę zaciągnięto na cele, które nie są związane z działalnością gospodarczą,

umowa jest podpisana pomiędzy konsumentem a przedsiębiorcą (nie musi to być bank),

wysokość kredytu/pożyczki to maksymalnie 80 tys. zł

Zasady odstąpienia od umowy kredytowej

Należy dotrzymać terminu

Gdy kredytobiorca chce odstąpić od podpisanej umowy kredytowej bez podania przyczyny, to powinien to zrobić w ciągu 10 dni kalendarzowych od dnia jej zawarcia. Obowiązkiem kredytodawcy jest poinformowanie kredytobiorcy o tym prawie w momencie, gdy będzie zawierana umowa kredytowa.

Pamiętaj! Jeżeli dokumenty nie zawierały informacji o możliwości odstąpienia od umowy kredytowej i kredytobiorca dowiedział się o tym z innego źródła już po upływie 10 dni, to jeszcze nic straconego. Kredytobiorca będzie miał wtedy prawo odstąpić od umowy kredytowej w ciągu 10 dni od chwili, w której uzyskał informacje, jednak nie później niż w terminie 3 miesięcy od dnia zawarcia umowy.

Składamy pisemne oświadczenie

Odstąpienie od umowy kredytowej będzie skuteczne, gdy zostanie złożone pisemne oświadczenie. Obowiązkiem kredytodawcy jest wręczenie kredytobiorcy przy zawieraniu umowy kredytowej wzoru takiego dokumentu.

Pamiętaj! Gdy kredytodawca tego nie zrobi, to kredytobiorca ma prawo sam stworzyć takie pismo. Pismo powinno zawierać:

dane kredytodawcy i kredytobiorcy,
numer umowy kredytowej,
datę jej zawarcia oraz
krótkie oświadczenie o odstąpieniu od umowy kredytowej.

Rozliczamy się z kredytodawcą

Aby odstąpienie od umowy kredytowej było ważne, należy wraz z pismem zwrócić kredytodawcy całą kwotę kredytu/pożyczki. Trzeba też pamiętać o zabraniu od niego pisemnego potwierdzenia.

Pamiętaj! Odstępując od umowy kredytowej trzeba liczyć się z tym, że kredytodawca może zatrzymać dla siebie opłatę przygotowawczą, a także opłaty, które związane są z ustanowieniem zabezpieczenia kredytu/pożyczki. Kredytodawca nie może jednak zażądać od kredytobiorcy zapłaty oprocentowania. Jest to niezgodne z prawem.

---

Konto i lokaty bankowe - Najlepsze konta i lokaty bankowe

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

4 sposoby na zainwestowanie 200 zł miesięcznie

4 sposoby na zainwestowanie 200 zł miesięcznie

Autorem artykułu jest Rafał Niewiadomski


W dzisiejszym świecie wydawanie pieniędzy jest wyniesione ponad oszczędzanie. Gromadzenie kapitału aby budować swoją niezależność finansową nie jest trendy. Bardziej modne są reklamy zachęcające nas do odwiedzin centrów handlowych. Dla tych co zdecydują się przezwyciężyć chęć konsumpcji przedstawiam 4 sposoby na zainwestowanie 200 zł/mc.

Oszczędzanie na przyszłość (można zdeklarować konkretne cele) odkładamy w czasie, ponieważ wiele innych sposobów na wydanie pieniędzy tu i teraz. Bieżące potrzeby wydają się na tyle silne, że uniemożliwiają myślenie o przyszłości i jej zabezpieczeniu, szczególnie u osób niewiele zarabiających. Jednak porządkując odpowiednio i proporcjonalnie nasze wydatki w pierwszej kolejności na zapotrzebowania egzystencjalne, przyjemności, nieprzewidziane wydatki i w końcu oszczędności, jestem przekonany, że w każdym budżecie domowym, znajdą się środki by odpowiednio zabezpieczyć nasze cele długoterminowe. Dla jednych odłożenie 200 zł mc to znikoma część miesięcznego budżetu, dla innych zaś 1/10 tego co mają na życie. Pozostaje teraz wybrać odpowiednie rozwiązanie:

1. Konto Oszczędnościowe

Jest to najlepsze rozwiązanie dla osób którzy chcą odkładać, a nie mają konkretnego celu na oszczędzanie i nie są pewni czy za miesiąc będą mogli odłożyć dokładnie kolejne 200 zł. Jest to również świetna propozycja dla osób, które chcą wypłacić zgromadzone środki w wybranym przez siebie terminie, bez obawy o utratę wypracowanych odsetek. Środki te jednak, bez żadnej opłaty możemy wyciągnąć tylko 1 raz w miesiącu (zależy od oferty banku). Dobre konto oszczędnościowe ma zdecydowanie wyższe oprocentowanie niż zwykłe konto, jednak mniejsze niż lokata. Oprocentowanie waha się w granicach 3-3,5% w skali rocznej. Dla osób o słabych nerwach, niecierpliwych jest to wręcz idealne wyjście ponieważ jest w pełni bezpieczne i wolne od koniunkturalnych zawirowań. Stopa zwrotu nie powoduje zawrotów głowy, jednak obroni nasze oszczędności przed inflacją. Prowadzenie takich rachunków w większości banków jest bezpłatne.

2. Polisa inwestycyjna

Jest to jedna z najefektywniejszych i najbardziej opłacalnych form długoterminowego oszczędzania. Jeśli chcemy uzbierać kapitał na nasze cele długoterminowe jak wykształcenie dziecka, rozwój zawodowy, bezpieczna emerytura, szybsza spłata kredytu, lub też bardziej materialne jak sportowy samochód, wycieczka życia lub dom nad morzem, to trudno o lepsze rozwiązanie. Ważne aby to robić regularnie, co miesiąc i konsekwentnie nie wypłacać każdej większej uzbieranej kwoty. Pieniądze pomnażane są przez fundusze inwestycyjne i nie tylko. Regularna inwestycja w polisę to szansa na wykorzystanie magii procentu składanego (czyli wzrostu procentu od procentów). Jak powiedział Albert Einstein: „największym wynalazkiem ludzkości jest procent składany.” Aby odkładanie w fundusze miało sens warto obrać odpowiednią strategię. Głównym czynnikiem jest wiek oszczędzającego: im starsza osoba, tym mniej agresywny charakter inwestycji w przeciwieństwie do młodych ludzi. Kolejną bardzo ważną zaletą tego produktu jest ominięcie podatku Belki (od zysków) w trakcie trwania polisy (przenosząc środki tam zgromadzone między fundusze nie płacimy podatku – płacimy go dopiero po zakończeniu programu, co pozwoli nam oszczędzić znaczną część gotówki). Zyski są wyższe niż te na lokatach bankowych i wahają się w okolicach 8-10 % w skali roku. Przed podjęciem decyzji o takiej formie oszczędzania, powinniśmy najpierw porozmawiać z niezależnym doradcą finansowym, który wyjaśni nam dokładnie każdy aspekt działania tego instrumentu i wybierze dla nas najlepszy.

3. Ubezpieczenie na życie/zdrowotne

Jeśli ktoś ponad zysk stawia sobie bezpieczeństwo i wysoką jakość opieki zdrowotnej warto się zastanowić nad ubezpieczeniem to gwarantującym. Ubezpieczenia to z pewnością nie najszczęśliwsza forma lokowania kapitału, która w rezultacie przepada. Jednak nie o lokowanie kapitału tu chodzi, lecz o bezpieczeństwo finansowe w chwili, której nie chcielibyśmy z pewnością doczekać. Wypadki chodzą po ludziach, więc ubezpieczenie na życie jest kwestią odpowiedzialności za rodzinę i jest dobre dla ojców i mężów obawiających się o bezpieczeństwo rodziny kiedy ich zabraknie, lub aby żona nie pozostała sama ze spłacanym kredytem mieszkaniowym. Z kolei ubezpieczenia zdrowotne są alternatywą dla kulejącego systemu opieki zdrowotnej, gdzie możemy zasięgnąć opinii specjalisty bez oczekiwania w kilometrowych kolejkach.

4. Zainwestuj w siebie

Jeśli nie interesują Cię rynki finansowe, boisz się ryzyka, a masz wolne 200 zł i chcesz je zainwestować – zainwestuj w siebie!!! Dwieście zł wystarczy na dobry kurs językowy, lekcje tańca, czy inne zajęcia podnoszące Twoje kwalifikacje zawodowe. Bardzo dobre i zarazem nie mniej efektywne jest czytanie książek poszerzające nasze horyzonty. Czytając rozwijamy się językowo i intelektualnie. Pobudzamy naszą wyobraźnię i dowiadujemy się więcej o otaczającym nas świecie. Zastanów się przy okazji, ile książek przeczytałeś przez ostatni rok. (Jak pokazują wyniki badań przeprowadzonych w marcu 2010 roku przez TNS OBOP, ponad 60 procent Polaków nie przeczytało w ciągu roku żadnej książki). Na naukę nigdy nie jest za późno. Pamiętajmy, że „Jesteśmy warci tyle, ile możemy się jeszcze nauczyć. Jeśli wydaje nam się, że wiemy już wszystko, nie jesteśmy warci wiele.”

Często Doradcy Finansowi mówiąc o oszczędzaniu obiecują klientom, że zostaną za 10-20-30 lat milionerami. Jest to dobry argument sprzedażowy i jest jak najbardziej możliwy przy odpowiednich miesięcznych składkach i czasie oszczędzania. Jednak moim zdaniem sedno sprawy jest gdzie indziej. Patrząc na ostatnie wyniki przeprowadzonych badań - 50% Polaków nie ma odłożonej symbolicznej złotówki, a jedynie garstka posiada ponad 10.000 zł. oszczędności rozmowę z klientami powinniśmy zaczynać nie od obietnic milionów na koncie, a od tego aby było na nim te min. 10.000 zł., czy to na nieoczekiwane wydatki, czy też po to aby nie kupować wakacji na kredyt, lub nie brać zabójczej chwilówki na naprawę samochodu, zakupy na święta Wielkanocne czy Bożego Narodzenia… Bez nawyku regularnego oszczędzania te pieniądze nigdy nie zostaną odłożone… Może warto zacząć od rzeczy małych (odkładać 5 zł dziennie) i na nich nauczyć się grubszego inwestowania w przyszłości. Nie dajmy sobie robić prania mózgu reklamami w centach handlowych typu "wielka okazja" oraz w stylu "musisz to mieć!"… Sztab marketingowców codziennie siedzi w swoich biurach reklamowych myśląc, jak jeszcze bardzie zachęcić ludzi do większych zakupów. Więc w obecnej sytuacji materialnej większości Polaków, jak wykazują badania, ważniejsze od zostania milionerami jest godne życie na co dzień bez konieczności zaciągania kredytów... Przeciwnicy oszczędzania często stawiają twardy argument dotyczący inflacji, która zjada nasze oszczędności. Jednak branie szybkich kredytów ze względu na brak tych oszczędności jest moim zdaniem bardziej bolesnym i skutkującym złymi nawykami działaniem, mogącym doprowadzić do spirali zadłużenia. Czy zatem lepiej nie oszczędzać, bo jest inflacja i brać kredyty spłacając dwukrotną wartość zakupionej rzeczy..? Poza tym jest wiele instrumentów, które pomogą niwelować inflację jak obligacje oparte o 3M Wibor + dodatkowe odsetki. Inflacja nam wtedy niegroźna.

Wszystko zależy od naszej konsekwencji i jasno sprecyzowanego celu, na jaki będą przeznaczone pieniądze. Łatwiej nam dzisiaj znaleźć argumenty dlaczego warto czegoś nie robić. W tym przypadku żeby nie oszczędzać: „ za mało zarabiam”, „wszystko wydaję”, „nie opłaca się”, „może kiedyś”. Jednak obecne czasy dostarczają nam wielu argumentów przemawiających mimo wszystko za oszczędzaniem: beznadziejna sytuacja emerytów, niepewna praca, wzrost cen, nerwowe czasy na rynkach finansowych, czy choćby pragnienie realizowania swoich marzeń. To tylko część powodów dla których warto się pochylić nad budżetem domowym i znaleźć nawet niewielkie miesięczne oszczędności. Dlaczego akurat minimum 200 zł? Każda suma jest dobra jeśli tylko oszczędzamy! Możemy mniej, np. 50 zł, ale policzmy ile z tego uzbieramy po 5 latach… Poza tym 200 zł to suma, która sprawia, że oszczędności kumulujące się na koncie, dają opłacalność i efektywność całego przedsięwzięcia, a procent składany daje wtedy większe efekty (po kilkunastu latach możemy uzbierać setki tysięcy złotych).

200 zł to jedynie 20 paczek papierosów, 80 puszek taniego piwa, 11 biletów do kina, 1 gra na playstation, 1-2 wizyty w centrach handlowych lub 2 dobre imprezy piątkowe… Pomyślmy, czy tych dwóch stówek nie warto przeznaczyć na coś bardziej zdrowszego i przydatnego, dającego nam wymierne korzyści…

---

Rafał Niewiadomski; Doradca ds. Inwestycji i Kredytów hipotecznych

www.finansowy-doradca.pl

www.facebook/FinanseBliżejCiebie/.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Emerytura z ZUS. Stary system. Nowa rzeczywistość.

Emerytura z ZUS. Stary system. Nowa rzeczywistość.

Autorem artykułu jest Piotr Krzak


Kraj ponad 38 milionów mieszkańców, kraj o olbrzymim potencjale gospodarczym. Kraj w sercu Europy. Polska... gdzie ok 90,09% obywateli otrzymuje emeryturę niższą niż 2 000 złotych. Wina rządu czy mentalności narodu? Czy ZUS zbankrutuje? Co z emeryturami? Znamy dziś liczby, z których warto wyciągnąć wnioski.

W maju 2011 roku Rząd wprowadził zmiany w strukturze podziału składek na ubezpieczenia społeczne. 19,52% pobierane z pensji brutto pracownika do tego czasu dzielone było według proporcji: 12,22% pozostawało w ZUS, natomiast 7,3% trafiało do wybranego/ wylosowanego OFE (II filar). Po zmianach, składka do OFE wynosi 2,3% (intuicyjnie 23 zł z każdego zarobionego tysiąca brutto), natomiast składka do ZUS i na tzw. subkonto ZUS uzupełnia całość do 19,52% (do ZUS trafia 17,22%).

Wniosek nasuwa się dość wyraźnie na myśl: zwiększono wielkość środków przekazywanych do ZUS. Warto jednak spojrzeć na całą opreację z szerszej perspektywy, mianowicie: co dzieje się z pieniądzmi podatnika przekazanymi do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Zgodnie z konwencją systemu repartycyjnego (czyli pokoleniowego) środki pobrane w formie obowiązkowych składek na ubezpieczenia społeczne (19,52%) trafiają do instytucji, która redystrybuuje je na świadczenia emerytalne dla osób obecnie przebywających na emeryturze oraz na konta podatników w OFE (część składek, który musimy zapłacić ma niejako pracować pod naszym nazwiskiem w OFE i w ten sposób wrócić w przyszłości do naszego portfela). Sama zmiana proporcji podziału środków sugeruje gdzie obecnie potrzeba ich więcej: na wypłaty obecnych świadczeń. Skąd bierze się problem ZUS?

Sama koncepcja powstania Zakładu Ubezpieczeń Społecznych lub instytucji mu podobnej sięga przełomu XVIII i XIX wieku (200 lat temu!) i nie działa niestety jak Konstytucja Stanów Zjednoczonych (która z poprawkami niezmiennie jest używana i użyteczna). Dlaczego? Ponieważ system zabezpieczenia emerytalnego jest nieodzownie powiązany ze strukturą demograficzną społeczeństwa (liczbą ludności w wieku produkcyjnym, emerytalnym, szkolnym, dzieci, liczbą urodzeń, umieralnością, etc) - a tej przewidzieć się niestety nie udało. Struktury społeczeństw w dzisiejszych krajach rozwijających się i rozwiniętych, do których należy także Polska, są diametralnie różne od tych z XIX, czy tym bardziej XVIII wieku...

Dziś, ze względu na wyższy poziom opieki medycznej i zmieniający się model rodziny (coraz częściej wybierany model: rodzice + 1 dziecko) oraz szereg innych czynników, które nazwałbym roboczo "ewolucją społeczeństw" coraz większa liczba obywateli dożywa późnej starości (musi być utrzymywana przez Państwo, czyli ZUS) przy jednocześnie malejącej liczbie urodzeń.

Obecnie, statystycznie 4 osoby w wieku produkcyjnym odprowadzają składki na Ubezp. Społ. (19,52%), czyli 4 osoby pracujące utrzymują 1 emeryta. Znamy także dane dotyczące liczby dzieci w wieku 0-15 lat. I właśnie ta grupa za 15 lat będzie grupą produkcyjną (opłacającą te same składki, jeśli system pozostanie niezmieniony). Proporcja wyniesie wóczas 2 do 1. Można to bardzo łatwo zinterpretować, intuicyjnie przybliżając wysokość składek do 20%. Dziś system emerytalny kuleje i zadłużenie ZUS wzrasta ze względu na fakt, że przy wypłacie każdej kolejnej jednomiesięcznej emerytury brakuje 20% środków ( które są permanentnie "dopożyczane" na różne sposoby: w formie dotacji z budźetu Państwa, w formie opóźnień zprzelewaniem środków do OFE, etc.). W tej chwili, by wypłacić pełne świadczenia potrzebaby 5 osób (przypadających na jednego emeryta) z podatkiem 20%, to dałoby 100% rozumiane tu jako pełne świadczenie. Niestety, obecnie tych 5 osób nie ma i w ciągu 15-20 lat nie będzie (Boom demograficzny nie spowoduje. że będzie więcej pięciolatków czy gimnazjalistów, niestety. Zwiększy się liczba urodzeń, a to ma odpowiednie przełożenie pokoleniowe.) Przyjmując obecne dane dotyczące umieralności, średniej długości życia, etc. dostrzeżemy, że pogarszająca się proporcja pracujących w stosunku do emerytów spowoduje zwiększenie niedoborów w wypłacie każdej miesięcznej transzy emerytur. Pytanie brzmi: jak długo ZUS może pożyczać? I skąd?

Jeszcze w 2007 roku zapotrzebowanie ZUS wynosiło ok 100 mld złotych, 70% tej sumy pokrywały wpływy ze składek, ok 20% kredyty bankowe i 10% dotacje z budżetu Państwa - już wtedy alarmowano o problemach.

Dziś zapotrzebowanie to wynosi prawie 130 mld złotych, a wpływy ze składek nie rosną i szacowane są na 60 mld (47%), 22mld (17%) dotuje budżet Państwa , a 47mld to zobowiązania wobec banków (36%).

Powyższe liczby rzucają światło na sytuację emerytalną Polaków. Czy ZUS może upaść? Trudno sobie to wyobrazić, ze względu na ogram problemu społecznego jaki stanowiłby gwałtowny brak środków do życia. Z drugiej strony pojawia się pytanie: czy można w nieskończoność powiększać dług?

Odpowiem: tak, zakładając, że w tej nieskończoności nastąpi równie nieskończony boom demograficzny i nasze dzieci, wnuki i prawnuki spłacą dług, który nasze pokolenie wygenerowało. Na koniec prognozy ONZ dotyczące ludności Polski w 2050 roku: 1) wariant optymistyczny 36 mln, 2) wariant pesymistyczny 29 milionów Polaków... Prognozy jednak mają to do siebie, że są weryfikowane przez rzeczywistość.

---

planerfinansowy.blogspot.com

www.financialplanner.pl

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl