niedziela, 3 lutego 2013

Podejście do pieniędzy

Podejście do pieniędzy

Autorem artykułu jest Marcin Gurtowski


Większość ludzi, żyje „od 1 do 1” najczęściej nie zważając na to co przyniesie jutro, żyją często wg jednego schematu byle przeżyć – składając odpowiedzialność na kogoś innego, oddalają ją od siebie – stając się świadomym niewolnikiem:

- typowy przepływ pieniędzy zakłada: przychody = wydatki, a największym paradoksem jest fakt podwyżki po której natychmiast rosną wydatki,

- z drugiej strony mamy nadmuchany jak gazowy balonik problem niezależności finansowej, którą spopularyzowały liczne doradztwa finansowe,

- fakt, nie zbudujesz niezależności finansowej w ciągu roku czy dwóch… ten proces trwa niejednokrotnie latami,

- semi-retirement – polski odpowiednik to „półrentierstwo” – stan posiadania najbardziej odpowiedni na chwilę obecną do polskich warunków, pracuję zarabiam, a dodatkowo buduję sobie zaplecze finansowe, które kiedyś w przyszłości pozwoli mi albo na redukcję przepracowanych godzin, a na przysłowiowej „emeryturze” będzie stanowić godziwy dodatek.

Od zakończenia II Wojny Światowej do lat 90-tych oszczędzanie mijało się z celem. Chory system gospodarczy i monetarny obowiązujący w tym okresie skutecznie uniemożliwiał oszczędzanie. Wymieniano nam i drukowano puste pieniądze, utrzymując inflację na wysokim poziomie, co powodowało, że pieniądz tracił szybko na wartości. Pieniądz sam w sobie był zresztą nic nie wart, bo bardziej liczył się towar i możliwość jego wymiany. Funkcję waluty wymienialnej pełnił dolar amerykański USD albo marka niemiecka DM. Biorąc pod uwagę brak jakichkolwiek instrumentów finansowych, były one jedyną poważną alternatywą dla oszczędzających.

Samo posiadanie walut obcych i ich wymiana były też nie do końca legalne. Właściciele kantorów stali się w tamtym okresie zalążkiem drobnego biznesu. Gotówka była najczęściej wymieniana na towary i to w nich trzymano oszczędności. Dużego znaczenia nabrało złoto, które zaczęło uchodzić za pewną lokatę kapitału. Państwo swoimi działaniami dokładało starań, abyśmy zawsze mieli minimalne dochody. Funkcjonował model pełnego zatrudnienia, w którym wydajność i solidność w pracy nie przekładała się w żadnym stopniu na wysokość wynagrodzenia. To spowodowało w nas beztroskę i brak odpowiedzialności za samych siebie. Swój los oddaliśmy w ręce państwa. Taka mentalność pozostała nam do dziś. Stąd beztroska w wydawaniu na bieżąco wszystkich dochodów, brak motywów do oszczędzania u większości naszych obywateli. Nauczeni doświadczeniem poprzednich pokoleń nie umiemy oszczędzać. Mamy wręcz do oszczędzania awersję.

Przez 50 lat nie było w Polsce na tyle stabilnego i długiego okresu wolnorynkowej gospodarki, abyśmy poczuli korzyści z oszczędności. Niska inflacja występuje od 2-3 lat, stabilna gospodarka od lat kilku, szerokie możliwości lokowania oszczędności od ok. 8 lat. Prawie nikt z nas do tej pory nie myślał o oszczędzaniu w perspektywie 10 lat, bo tak długi okres stabilności gospodarczej w Polsce nie występował. I tak naprawdę do niedawna nie musieliśmy za bardzo brać za siebie odpowiedzialności. Nawet obecne zabezpieczenia socjalne mamy bardzo rozbudowane, jak na tak biedny kraj. Wraz z upływem czasu nasilają się problemy, które kiedyś nie miały miejsca. Problemy bezrobocia, postępu technologicznego i idącego wraz z nim wzrostu wydajności pracy oraz niekorzystne zmiany demograficzne przemawiać będą do nas coraz głośniej. To nieunikniona konieczność wolnego rynku. Im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej.

--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

niedziela, 20 stycznia 2013

Jakie są główne grzechy finansowe?

Jakie są główne grzechy finansowe?

Autorem artykułu jest ZM


Katechizm katolicki wymienia siedem grzechów głównych, które powodują „piekłowstąpienie”. Jednakże jeden z najznamienitszych Ojców Pustyni [...] Ewagriusz z Pontu (345–399) nazwał też ósmy grzech — to umiłowanie życia demonów, czyli acedia.

Stanisław Łucarz, wykładowca historii filozofii starożytnej i patrystycznej w Wyższej Szkole Filozoficzno‑Pedagogicznej „Ignatianum” w Krakowie pisze o acedii następująco: „Zastanawiając się nad naturą grzechów głównych, tradycja wschodnia wylicza ich nie siedem, jak na Zachodzie, ale osiem. Zachód zagubił jeden z nich, który, owszem, pojawił się w jego literaturze ascetycznej w V wieku za sprawą św. Jana Kasjana, ale niedługo zagrzał miejsce w tutejszych katalogach grzechów głównych. Tradycja zachodnia od samego początku miała z nim spory problem i to już na samym etapie nadania mu nazwy w języku łacińskim. Jan Kasjan, próbując przetłumaczyć grecki termin άĸηδία, nie jest w stanie oddać go jednym słowem. Podaje więc dwa: taedium i anxietas cordis, lecz ani jedno, ani drugie nie przyjęło się na trwałe. Jako nazwa tego stanu duchowego funkcjonuje więc do tej pory i w łacinie, i w innych językach zachodnioeuropejskich zlatynizowany termin grecki: acedia”.

A oto grzechy główne i ich łacińskie nazwy:
1. Pycha Superbia
2. Chciwość Avaritia
3. Nieczystość Luxuria
4. Zazdrość Invidia
5. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu Gula
6. Gniew Ira
7. Lenistwo Acedia

Jeżeli od pierwszych liter łacińskich nazw utworzymy akronim, to brzmi on „saligia” . Tak w średniowieczu w XII wieku Henryk z Ostii niejako „hurtowo” określił wszystkie grzechy łącznie. Ponieważ acedia była zapomniana i nieużywana jako grzech, to może dlatego lenistwo nie zostało nazwane ignavia czy też pigritia, jak wynika z łacińskiego źródłosłowu i często jest jako siódmy grzech tłumaczone właśnie jako acedia. Jak zatem właściwie przetłumaczyć termin „acedia”? Idąc tropem Jana Kasjana; taedium to znużenie, a anxietas cordis to niepokój serca. Samo tłumaczenie niewiele tu wyjaśnia. Przyjrzyjmy się zatem, jak Ewagriusz z Pontu tłumaczy dalej, czym jest acedia: „Kto ulega acedii, nienawidzi tego, co jest, pożąda zaś tego, czego nie ma”.

Stanisław Łucarz opisuje acedię jako stan wewnętrznego rozdarcia, utraty nadziei, wstrętu do posłuszeństwa, buntu wobec rzeczywistości oraz smutku: „Inną bardzo ważną cechą człowieka w stanie acedii jest wstręt do posłuszeństwa. Podobnie jak brak nadziei, tak i nieposłuszeństwo stanowi istotę sposobu życia demonów. Pogrążony w acedii nie cierpi posłuszeństwa. Już sam widok osób, którym winien jest posłuszeństwo, jest dla niego przykry. Nie musi to oznaczać, że taki człowiek jest otwarcie nieposłuszny, bo mogłoby go to zbyt wiele kosztować, a przecież zależy mu na ludzkich względach także swoich przełożonych. Więc zagłębia się w sieć kombinacji, manipulacji i samowoli. Przy zewnętrznym posłuszeństwie i lojalności tkwi w krętactwach i mniejszych czy większych kłamstwach. Dlatego ludzi, którzy mogą to odkryć, odbiera jako zagrożenie.

Żyje więc w zalęknieniu i rozdrażnieniu, w wielu dostrzega swoich wrogów i próbuje na różne sposoby się przed nimi zabezpieczyć, nierzadko stosując intrygę. I te postawy znamy bardzo dobrze.

Do pewnego stopnia nawet może wydają się nam normą […]. Człowiek ogarnięty acedią jest pełen buntu wobec rzeczywistości, która go otacza, z sobą samym włącznie, i tęskni za rzeczami nieosiągalnymi. Nienawidzi tego, co Bóg mu dał i daje, ma zamknięte oczy na dary Boga, a zapatrzony jest w to, co jego zdaniem przyniosłoby mu szczęście, lecz tego nie ma, „kocha” więc pustkę, zwykle przybraną w piękne ramy marzycielstwa. Ewagriusz powie, że acedia jest snem obracającym się wokół siebie. To marzycielstwo jednak miast człowieka uszczęśliwiać, jeszcze bardziej oddala go od rzeczywistości i rodzi w nim nieustanne pretensje.

[…] Oczywiście taki stan powoduje w człowieku ogarniętym acedią smutek. To kolejna cecha acedii. Według Ewagriusza acedia jest wspólniczką smutku i smutek jest jej nieodłącznym towarzyszem. Z czasem pogłębia się, niszcząc osobowość człowieka i prowadząc do różnorakich jej zaburzeń: od różnych form depresji do schorzeń jeszcze poważniejszych. Ewagriusz nazywa też acedię brzemieniem szaleństwa, zapewne to mając właśnie na myśli. To już ewidentnie najbardziej gorzkie owoce acedii. W takich stanach nieobce stają się myśli samobójcze ujawniające w sposób jasny działanie złego ducha, który ostatecznie jest zabójcą. Krótko mówiąc, w miarę postępu acedii życie człowieka zamienia się stopniowo w rodzaj piekła na ziemi aż po ostateczne tego konsekwencje”.

Pentor w swoich badaniach z 2003 roku ustalił sześć portretów psychograficznych współczesnych Polaków. W założeniach przyjęto różne stwierdzenia dotyczące konsumpcji, wartości i przekonań.

Kategoria % społeczeństwa

Dojrzali 15%
Zdobywcy 17%
Sceptycy 10 %
Swojacy 29%
Sfrustrowani 8%
Tradycjonaliści 20%

Interesujące są opisy przy dwóch grupach:

Zdobywcy najsilniej ze wszystkich sterowani są przez trendy mody, cenią sobie markowe produkty wysokiej jakości. Prowadzi to u nich do najsilniejszych stanów neurotycznych, zapożyczają się, by coś kupić, a potem bywają ze swej niezbyt rozważnej decyzji niezadowoleni. Sfrustrowani są wyznawcami konsumpcyjnego stylu życia znajdującymi się w skrajnym rozziewie między ogromnymi aspiracjami konsumpcyjnymi, a bardzo ograniczonymi możliwościami ich zaspokojenia. Stąd rebelianckie postawy, deklarowany nonkonformizm, odrzucanie mieszczańskich wartości oraz kontestacja ładu, w którym zajmują nie najwyższą pozycję. Swą skromną pozycję chcieliby rekompensować ostentacyjną konsumpcją. Są skłonni zapożyczać się dla posiadania przedmiotów, które w ich mniemaniu są symbolami statusu. W tej histerii popełniają błędy, ciągle są niezadowoleni ze swych wyborów. W produkcie liczy się dla nich efekt, siła wrażenia, nie zaś kraj pochodzenia, faktyczna jakość, oryginalna marka. Podatni na reklamy, zważający na trendy mody”.

„Dziennik Zachodni” 27 listopada 2007 roku podał informację o tytule „Śmiertelna świąteczna pożyczka. Finansowa pętla długów prowadzi po prostu do tragedii”. Według informacji z policji w 2007 roku 7 osób w Pabianicach popełniło samobójstwo na tle problemów finansowych.

Czy opis powyższy coś Ci przypomina? Czy może Pentor, zamiast badać preferencje, bada pisma mnichów z Kościoła Wschodniego? I to samo robią dziennikarze z „Dziennika Zachodniego”? A może to dziwny zbieg okoliczności? Czy też efekty grzechu ósmego?

To, co się w życiu osiąga, to suma własnych wyborów życiowych. Watykan wprowadza nowe grzechy na miarę czasów, w których żyjemy:

„Stare” grzechy śmiertelne „Nowe” grzechy
Pycha Niesprawiedliwość społeczna
Chciwość Handel narkotykami
Nieczystość Zanieczyszczanie środowiska
Zazdrość Manipulowanie genetyczne
Łakomstwo Nieprzyzwoite bogactwo
Gniew Aborcja
Lenistwo Pedofilia

Charakterystyczne jest tu odwołanie się do nieprzyzwoitego bogactwa i niesprawiedliwości społecznej. Pobrzmiewa tu nadal stary cytat z Nowego Testamentu: „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego” (Mk 10,25).

Zapewne wszyscy się jednak zgodzą ze stwierdzeniem, że nie tyle samo posiadanie pieniędzy jest haniebne i złe, ale dwa inne fakty:

a) droga, w jaki sposób się te pieniądze zdobyło,
b) sposób, w jaki się te pieniądze użytkuje.

To wykorzystywanie innych dla własnego bogacenia się jest potępiane jako również niewłaściwe posługiwanie się siłą, jaką dają pieniądze. Ta ogromna energia może być przecież spożytkowana w sposób moralny i etyczny.

Zakładając, że średnia zarobków w Polsce to 3000 zł (2008), a 75% ludzi nie posiada nawet takich przychodów — możemy śmiało założyć, że większości nie dotyczy problem nieprzyzwoitego bogactwa, a raczej problem nieprzyzwoitego ubóstwa. Grzech acedii natomiast powoduje, że — czy ktoś jest wierzący, czy nie — preferencje konsumpcyjne biorą górę nad zasadami zdrowia finansowego.

Co więcej, „koledzy po fachu”, czyli dziennikarze, a jeszcze bardziej „specjaliści” od reklamy, zdążyli już swoją nowomową opanować nasze umysły. Rak konsumpcji toczy nasze mózgi do tego stopnia, że każdy, nawet „najbardziej konsumpcyjny” wydatek, traktowany jest jak inwestycja. A przecież każda definicja zwraca uwagę na to, że inwestycja ma dać korzyści w przyszłości.

I n w e s t y c j a to wyrzeczenie się obecnych, pewnych korzyści na rzecz niepewnych korzyści w przyszłości. „Inwestowanie wymaga wcześniejszego poniesienia wydatków, aby w późniejszym okresie uzyskać wpływy pieniężne”.

Jeśli więc inwestujesz w nowe majtki o bardzo dizajnerskim wyglądzie — to na czym polega Twoja korzyść w przyszłości? Jakie wartości da Ci dzisiejsza konsumpcja w przyszłości i co to ma wspólnego z inwestycją?

Od 1 stycznia 2002 roku mamy nowe przepisy udoskonalające dotychczas istniejące prawo bilansowe. W zmodyfikowanej ustawie o rachunkowości jest praktyczna wykładnia tego, jak rozumieć inwestycje: „[…] rozumie się przez to aktywa nabyte w celu osiągnięcia korzyści ekonomicznych wynikających z przyrostu wartości tych aktywów, uzyskania z nich przychodów
w formie odsetek, dywidend (udziałów w zyskach) lub innych pożytków, w tym również z transakcji handlowej, a w szczególności aktywa finansowe oraz te nieruchomości i wartości niematerialne i prawne, które nie są użytkowane przez jednostkę, lecz zostały nabyte w celu osiągnięcia tych korzyści”.

A zatem:

konsumpcja nigdy nie była inwestycją,
 konsumpcja to nie jest inwestycja,
 konsumpcja nigdy nie będzie inwestycją.

Jak zgrabnie to ujęła Teresa Rutha: „To mass media wskazują nowe praktyki, określają repertuar wyborów. Ludzie natychmiast nauczyli się zauważać różnice dotyczące ubierania, odżywiania, sprzętu domowego, spędzania czasu wolnego. Czerpią radość z nabywania i obcowania z różnymi przedmiotami. Konsumpcja stała się czynnikiem ułatwiającym rozpoznawanie grup społecznych dysponujących dużymi zasobami środków finansowych”.

Jakie są Główne Grzechy Finansowe i jak działają?

Istota Głównych Grzechów Finansowych sprowadza się do przyjęcia konsumpcji zamiast inwestycji za cel swego działania. Nadmierna konsumpcja, brak kontroli wydatków, brak inwestycji, brak finansowych planów na przyszłość — to wszystko powoduje, że zaczynamy
się czuć niepewnie.

Często ludzie wykonują pracę, której nienawidzą, cierpią z powodu chodzenia do niej i źle się czują. Boją się jednak ją utracić — bo to będzie jeszcze większa katastrofa finansowa niż stresotwórcze zajęcie.

Brak kapitału umożliwiającego chociażby przekwalifikowanie się lub też poszukiwanie pracy oznacza przymus wykonywania działań, które nie cieszą — a nawet są przyczyną chorób somatycznych ze względu na podwyższony stres.

Twoim głównym grzechem finansowym jest to, że brak Ci kapitału. Bodo Schäfer, mówiąc o drodze do wolności finansowej, określa trzy cele, które powinieneś zrealizować:

1. Finansowa osłona. To nic innego, jak poziom Twoich miesięcznych wydatków pomnożony przez… No właśnie, przez ile? To zależy od tego, jak oceniasz możliwość szybkiego wyjścia z kryzysu. Tracisz pracę, jesteś chory, ulegasz wypadkowi. Potrzebujesz czasu. Trzy miesiące? Pięć miesięcy? Jeżeli zarabiasz 3000 zł i potrzebujesz pięciu miesięcy, to 3000 × 5 = 15 000 zł. Amerykanie nazywają to emergency capital, Polacy — pieniądze na czarną godzinę. Jako trener finansowy, któremu jest bliskie pozytywne myślenie i programowanie się, to powiedziałbym, że jest to kapitał przejściowy, zanim polepszysz swój byt.
2. Finansowe zabezpieczenie. To pieniądze, które powinny na stałe generować kapitał potrzebny Ci do życia. Jeżeli zarabiasz 3000 zł, to potrzebujesz w roku 36 000 zł. Gdyby przyjąć 10-procentową stopę zwrotu, to potrzebny Ci jest kapitał w wysokości 360 000 zł. Jeśli stopy zwrotu wynosiłyby tylko 8%, to potrzebujesz 450 000 zł, a gdyby z kolei możliwe było rozmnażanie kapitału z prędkością 12% rocznie, to wystarczyłoby 300 000 zł.
3. Finansowa wolność. To nic innego, jak kapitał potrzebny do sfinansowania wszystkich Twoich marzeń. Jeżeli chciałbyś dom, samochód, podróż dookoła świata, to wszystko możesz sfinansować kredytem. Załóżmy, że łącznie koszty wszystkich takich kredytów to 8000 zł miesięcznie. Jeżeli dodasz do tego koszty utrzymania, to razem jest to 11 000 zł. A zatem rocznie jest to 132 000 zł. Czyli potrzebujesz przy 8-procentowej zwrotu 1 650 000 zł, przy 10-procentowej 1 320 000 zł, a przy 12% — 1 100 000 zł.

Twoim problemem jest, że nawet nie zamierzasz tego posiadać, i pewnie zaczniesz powtarzać, że pieniądze to nie wszystko. I to prawda.

Pieniądze to nie wszystko. Potrzebne są jeszcze plany finansowe.

Twoim grzechem jest, że nie masz długoterminowych planów finansowych. A jakie grzechy finansowe prowadzą do tej grzesznej finansowej beztroski?

Dekalog kardynalnych grzechów finansowych:

1. Nie kontrolujesz swoich finansów.
2. Nie wiesz, na co wydajesz.
3. Nie posiadasz płynności finansowej.
4. Masz bardzo niską zdolność kredytową lub nie masz jej wcale.
5. Nie budujesz swojej wartości netto.
6. Wydajesz więcej, niż zarabiasz.
7. Uzależniasz swoje przepływy finansowe od jednego źródła.
8. Nie inwestujesz regularnie.
9. Nie ubezpieczasz swoich aktywów.
10. Zawsze postfinansujesz zamiast prefinansować ważne wydarzenia.

W Kościołach chrześcijańskich, a zwłaszcza katolickim, istnieje oprócz grzechów głównych jeszcze katalog grzechów cudzych.

Namawiać do grzechu

Informujesz swoich znajomych, dzieci i rodzinę, że finanse są trudne i nie należy się nimi zajmować

Grzech nakazywać

Mówisz, żeby sobie odpuścili zagadnienia finansowe, jako i Ty je sobie odpuszczasz, winowajco.

Na grzech drugich zezwalać

Tolerujesz brak zainteresowania finansami u swojego partnera/dzieci

Innych do grzechu pobudzać

Chwalisz się nadmierną konsumpcją i tym, że nie wystarcza Ci do pierwszego

Na grzech drugich milczeć

Tolerujesz brak zainteresowania swojego partnera życiowego sprawami finansowymi i niezależnością finansową.

Grzech drugich pochwalać

Mówisz, że to dobrze, że sobie partner lub dziecko nie łamie głowy finansami — bo i tak nie ma sensu — przecież nie dadzą człowiekowi i tak szczęścia.

Grzechu nie karać

Nie zmuszasz partnera ani dzieci do aktywnego planowania własnej przyszłości finansowej.

Do grzechu pomagać

Tolerujesz brak celów i planów finansowych i życiowych u swoich najbliższych.

Grzechu innych bronić

Uzasadniasz brak instrumentów finansowych — bo przecież nie będziesz robić na innych i płacić nie wiadomo po co, ile i komu.

Nie będę wchodzić na drogi skomplikowanego rozważania filozoficznego, ale zastanów się nad tym, czy nie ma w tym jakiejś logiki.

Jak wiesz, są osoby (najczęściej kobiety), które nie mogą zanieść pensji do domu. W czasach kiedy nie było przelewów na konta — gotówka otrzymana w kasie parzyła bardzo. U pań ogień ten mogła gasić jedynie nowa garderoba, a u panów jeden (oby jeden!) głębszy z kolegami. W przyrodzie prawa fizyki obowiązują zawsze, a jak przeciwdziałać gorącu, każdy wie.

Nic więc dziwnego, że jedynym równoważnikiem dla gorącego pieniądza było owijanie się szmatami (nowymi) lub polewanie płynem — niestety, bardzo łatwopalnym także.

Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu jest jednym z siedmiu grzechów głównych, jak pamiętasz. Jest to kardynalna pomyłka w życiu katolika, o poważnych konsekwencjach. Generuje „piekłowstąpienie”. A cóż należy powiedzieć o nieumiarkowanym wydawaniu pieniędzy?

I to nie tylko tych, które się posiada, ale również tych, które mamy nadzieję zarobić w przyszłości? Czyli wydajemy to, czego nie mamy, zadłużając karty lub zaciągając kredyt konsumpcyjny! Czy to nie jest grzech?

Definicja

Karta kredytowa to kupowanie radosne wielu bardzo niepotrzebnych rzeczy, pieniędzmi których nie mamy, i które prawie wcale nie dają się w przyszłości spłacić, ale za to w 100% za takie oprocentowanie, na które nas z całą pewnością absolutnie nie stać.

Definicja

Kredyt — krótkotrwałe uszczęśliwianie ludzi prowadzące do nieszczęścia przez długie lata (Kazimierz Hermanowicz)

A zatem, dzięki karcie kredytowej, być może grzeszysz?

---

Tekst jest fragmentem książki "Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczej", wydanej przez Złote Myśli.

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Załóż konto internetowe, a otrzymasz...

Załóż konto internetowe, a otrzymasz...

Autorem artykułu jest Anna S


Pod koniec 2012 roku jeden z banków oferował promocję Oszczędzam na rachunkach, jeśli założyłeś u nich konto internetowe. W telewizyjnej reklamie i na swoich stronach internetowych oferował zwrot 10% wydanych pieniędzy za rachunek za gaz, prąd, Internet, telefon stacjonarny i komórkowy, wodę.

Promocja wydawała się bardzo atrakcyjna. Policzmy, ile moglibyśmy zyskać, gdybyśmy płacili rachunki w wysokości:

- gaz 100 zł

- prąd 100 zł

- Internet 50 zł

- telefon komórkowy 40 zł

- woda 50 zł

W sumie wszystkie te opłaty wyniosłyby 340 zł, więc zgodnie z obietnicą powinniśmy otrzymać 34 zł miesięcznie zwrotu od banku. Ale trzeba było spełnić określone warunki oraz istniały pewne ograniczenia, które były opisane w regulaminie.

Po pierwsze promocja była ograniczona czasowo, zwrot za rachunki otrzymywalibyśmy tylko przez 5 miesięcy.

Po drugie wyznaczona była maksymalna kwota zwrotu, która za całe 5 miesięcy wynosiła 246,92 zł. Od tej kwoty należało jeszcze odliczyć podatek 19%. Czyli zwrot na jeden miesiąc wynosił do 40 zł.

Po trzecie trzeba było spełnić określone wymagania: założyć konto internetowe. Do wyboru były dwa PROSTOoszczędzające PLUS (prowadzenie: 8 zł/0 zł, gdy zadeklarujemy miesięczne wpływy w wysokości 1500 zł; karta 6 zł miesięcznie) oraz PROSTOoszczędzające PREMIUM (prowadzenie: 16 zł/0 zł, gdy zadeklarujemy miesięczne wpływy w wysokości 10 000zł; karta 0 zł miesięcznie). Dodatkowo trzeba było podpisać Deklarację stałego zasilania konta oraz nie można było go zamknąć w ciągu 12 miesięcy. Jeśli by się tak zrobiło, to należało zwrócić wszystkie pieniądze, jakie otrzymaliśmy od banku w ramach promocji.

Po czwarte, rachunki powinny być wystawione na nazwisko i adres zamieszkania lub korespondencyjny osoby (lub małżonka), która otwiera konto bankowe.

Załóżmy, że z oferty skorzystała osoba o dochodach w wysokości 1 700 zł i wybrała konto PROSTOoszczędzające PLUS, więc ponosiła miesięczną opłatę za kartę – 6 zł. Maksymalny zwrot za rachunki minus roczny koszt karty = 128 zł. Tyle całkowicie mogła zyskać w promocji Oszczędzam na rachunkach.

Ten przykład pokazuje, że warto przeczytać regulamin promocji, zanim pod wpływem reklamy popędzi się do banku i założy konto internetowe. O ile jeszcze opłacałoby się, gdybyśmy uzyskali cały zwrot, to przy rachunkach wynoszących miesięcznie 150 zł lub mniej nie byłoby to już zyskowne.

---

Najlepsze konto internetowe.

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Do życia „na kredyt” jeden krok…

DO ŻYCIA „NA KREDYT” JEDEN KROK…

Autorem artykułu jest Dorota eM


W Polsce obserwuje się coraz częściej zjawisko tzw. życia na kredyt, o którym niestety wciąż bardzo mało się mówi. Ludzie ukrywają ten problem przez rodziną i znajomymi, a gdy zdają sobie sprawę, że jednak sobie sami nie poradzą, zazwyczaj jest już za późno na jakieś sensowne działania.

To zjawisko spowodowane jest bardzo łatwym dostępem do produktów kredytowych w obecnych czasach. Mowa tutaj zarówno o szybkich kredytach bankowych, w przypadku których cała procedura odbywa się online, ale również o poważniejszych produktach, jakimi bez wątpienia są pozabankowe pożyczki na dowód, bez sprawdzania czegokolwiek. Wystarczy przejść się ulicą, aby zobaczyć mnóstwo plakatów i ulotek dotyczących takich właśnie rzekomo idealnych rozwiązań finansowych, czy też wpisać w wyszukiwarkach internetowych hasła związane szybkim zdobycie pieniędzy. Ludzie są „atakowani” niemal z każdej strony przeróżnymi ofertami pożyczek i kredytów.

Na początku niemal każdy podchodzi do tego dosyć ostrożnie i niechętnie. Kredyty traktujemy jako ostateczność i szukamy zdecydowanie innych rozwiązań. Jeśli jednak uda nam się uzyskać pożyczkę i to w całkiem prosty i szybki sposób, nasze podejście do tych produktów diametralnie się zmienia… Nie jest już to dla nas ostateczność, wręcz przeciwnie – gdy tylko pojawia się jakiś problem lub tymczasowy brak środków finansowych, myślimy jak i gdzie możemy uzyskać kolejny kredyt. Zadłużamy się niemal na wszystko – kwoty są przeróżne od najmniejszych kilkuset złotych po kilkadziesiąt. Co ciekawe pieniądze wydawane są często na tak naprawdę niepotrzebne nam rzeczy.

Po czasie, gdy zobowiązanie staje się coraz większe, bierzemy kolejne kredyty na spłatę rat i tak przeżywamy kolejne miesiące aż w końcu, ku naszemu zaskoczeniu, bank lub też dana instytucja pożyczkowa… odmawia nam udzielenia kredytu! W takiej sytuacji część z nas się opamięta, skorzysta z dodatkowej pomocy i zacznie zmniejszać stopniowo swoje zadłużenie. Inni jednak popadną w depresję, będą w akcie desperacji i bezradności, szukać jakiejkolwiek firmy czy też osoby, która znów da im pożyczkę, tym razem na przeżycie. Zaprzestają płacenia rat, odsetki codziennie zostają naliczone, unikają kontaktów z kredytodawcami, szukając rozwiązań stają się ofiarami licznych oszustów kredytowych. Zakończenie takich sytuacji jest bardzo różne, zwykle jednak dłużnik nigdy już nie wraca do normalnego funkcjonowania. Z pewnością taka osoba potrzebuje pomocy, zarówno tej od strony finansowej, aby wyjść z długów, jak i psychicznej. Im wcześniej ktoś nam pomoże zrozumieć, że życie na kredyt nie prowadzi do niczego dobrego, tym łatwiej będzie nam wyjść na prostą. Posiadanie zadłużenia, z którym nie potrafimy sobie już poradzić strasznie męczy nas, szczególnie od środka i ma wpływ zarówno na nas samych, jak i na nasze otoczenie.

Problem ten dotyczy niestety coraz częściej młodych ludzi, którzy już na starcie mają w pewnym sensie zniszczone życie, a w szczególności psychikę z powodu problemów kredytowych. Zanim zdecydujemy się więc na kolejny kredyt, warto szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zakup danej rzeczy jest naprawdę tak istotny, aby ryzykować nasze normalne i spokojne życie?

--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

5 rzeczy na których można oszczędzić!

5 rzeczy na których można oszczędzić!

Autorem artykułu jest Jane K.


Rachunki rosną, ceny usług i produktów rosną, a nam niestety pieniędzy nie przybywa. Najgorsze, że wiele osób nie potrafi oszczędzać. Nauki oszczędzania nie musimy zaczynać od drastycznych cięć w domowych budżecie, ale dochodzić do celu metodą małych kroków.

Mam znajomych, którzy dobrze zarabiają, ale są rozrzutni, i zdarza się im pod koniec miesiąca... pożyczać pieniądze. A co mają zrobić osoby zarabiające 1500 złotych? Najlepiej abyśmy zaczęli od zmian które pozwolą nam na pewne oszczędności. Dobry początek tylko obudzi nasz apetyt na oszczędzanie.

Oto pięć rzeczy od których można zacząć oszczędzać:

świnka i oszczędnościCzerwone światło dla używek i słodyczy. Wiem, brzmi strasznie, ale ta oszczędność będzie nie tylko z korzyścią dla naszych portfeli, ale także dla zdrowia. Mówiąc o oszczędzaniu nie mówimy o całkowitym zakazie, ale ograniczeniu zakupów. Przykład pierwszy: kolega codziennie kupuje batonika (ok. 2 zł), nie gardzi czekoladowymi ciastkami (4-6 zł), chipsami (3-5 zł) no i tydzień bez paru piwek wypitych ze znajomymi w pubie uznaje za stracony (6-8 zł). Jak mi to kiedyś powyliczał to wyszło mu trochę ponad 400 zł. Zmniejszyć ten wydatek o połowę i już jesteśmy 200 zł do przodu.

Ograniczyć wizyty w centrach handlowych. Istnieje wyraźny związek między nieplanowanymi wydatkami, a częstymi wizytami w centrach handlowych. Bo tu się coś fajnego znajdzie, skusi nas nowa promocja itd. Musimy trzymać rękę na pulsie - niby takie nic, jakiś drobiazg, wizyta w supermarkecie czy sklepie odzieżowym i już rosną nam wydatki. Potem się okazuje że wydaliśmy kolejne np. 200-300 zł niepotrzebnie, pod wpływem impulsu.

Zamiast kupować tonę kosmetyków, lepiej systematycznie używać tych, które już mamy. Problem niejednej pani (choć i panom się zdarza) – ciągle kupujemy nowe, fantastyczne specyfiki, których potem albo nie stosujemy, albo nie potrzebowaliśmy w danym momencie itd. W ten sposób można oszczędzić kolejne 100-200 zł.

Nie przepłacać na ubezpieczeniu samochodu. Czy wiesz, że jeden kierowca może zapłacić za OC w jednym towarzystwie np. 300 zł, a w innym... 700 zł. Różnice są spore, a ochrona ubezpieczeniowa jest identyczna. Dlaczego mamy przepłacać 300-400 zł? Wystarczy skorzystać z kalkulatora OC, porównać i kupic najtańsze OC. Za tę oszczędność moglibyśmy zaopatrzyć się w dużo paliwa do samochodu.

Rozrywki? Tak, ale... Uwielbiasz chodzić do kina czy chodzić na siłownię? Nie musisz rezygnować z własnych przyjemności, ale... Bilety normalne do kina w weekend sięgają kwot 23-28 zł. Nie daj Boże, skusisz się na zestaw w popcorn barze i już 50 zł wydane. Tymczasem równie dobrze do kina można wybrać się w tygodniu, wieczorem, gdy są promocje i bilety kosztują np. 11-13 zł. Siłownia? Porównajmy ceny karnetów w internecie i kupmy najkorzystniejszy dla siebie. Z drugiej strony, jeśli na basen czy ściankę wspinaczkową chodzimy najwyżej raz w miesiącu, nie ma sensu wykupywać karnetu. Kolejne 100-200 zł oszczędności.

Oszczędzanie nie jest prostą sztuką. Każdy z nas powinien wypracować swój własny model oszczędzania, przyjrzeć się wydatkom i dostosować plan oszczędzania do własnych możliwości. Nic tak człowieka nie motywuje do dalszych oszczędności niż pierwsze sukcesy w tej materii.

---

Jane K.

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl